O tej kobiecie wciąż nie dość powiedziano, a ponieważ sama na swój temat głównie koloryzowała, każda jej biografia jest na wagę złota.
Urodziła się na krakowskim Kazimierzu, w niepozornej (obecnie starannie wyremontowanej) kamieniczce przy ulicy Szerokiej. W jej opowieściach był to dom przy Rynku Głównym.
Nawet teraz sprytna Helena z nas szydzi – wielu turystów myśli, że jej domem był obecny Hotel Rubinstein. Ta sama pierzeja tej samej ulicy, dwa numery dalej… Oczywiście na seledynowej fasadzie widnieje tabliczka z informacją, że to jednak tutaj. Ot, trzeba być uważnym!
Do uważności zachęca nas także Angus Trumble, skupiając się niemal wyłącznie na australijskim wycinku życia twórczyni imperium kosmetycznego. Przeprowadza nas przez ten okres tak szczegółowo, że najbardziej wybredny czytelnik poczuje się usatysfakcjonowany.
Autor skupia się także na trzech z licznej kolekcji portretów Heleny Rubinstein – pędzla Salvadora Dalego, Grahama Sutherlanda i Williama Dobella.
Młoda, nieskazitelna twarz, popiersie przykute sznurami rzadkich pereł do nadmorskiej skały… Rubinstein kochała precjoza! Mieszała tandetną biżuterię z najdroższymi klejnotami, potrafiła się nimi obwieszać. Jeden z krytyków wyśmiał wizję Dalego, porównując ją do czterech prezydentów w zboczu góry Rushmore.
Mniejsza o krytyka! Intryguje postać nagiej kobiety niejako wpisanej w skałę, oraz igraszki Amora i (?) Psyche. Co Dali chciał nam powiedzieć o Helenie Rubinstein? Że kobieta-instytucja zdominowała kobietę-kochankę? Trzymając się kurczowo obowiązków zapomniała o przyjemnościach?
Sutherland stworzył dwa portrety leciwej Madame w garsonce projektu Balenciagi. Czerwony brokat, skomplikowany wzór haftów, sztywność i ciężar tkaniny… Nie tylko suknię artysta oddał z mistrzowską głębią, także postać Heleny – pewnej siebie w gestach i wyrazie twarzy, a jednak zmęczonej, podstarzałej, patrzącej jakby poza otaczającą ją rzeczywistość. “Matrona o spojrzeniu drapieżnego ptaszyska” najpierw znienawidziła obrazy, potem kupiła jeden z nich i przyznała, że są to jednak arcydzieła.
William Dobell litościwie rozmył rysy starej kobiety, ale i tak widać to, co chciał (musiał?) pokazać. Królowa imperium kosmetycznego, królowa życia jest świadoma swej potęgi, władcza, dumna, rozparta, a zarazem zapatrzona w niebyt, nicość? Zamyślona, zmęczona, smutna? Ma bardzo żydowskie oczy, choć nie dane jej było doświadczyć żydowskiego losu.
Jak to się stało, że osiągnęła zawrotny sukces? Kłamstwo (krem na bazie unikalnych karpackich ziół, według receptury genialnego doktora Lykuskiego) zaprzęgła w kierat reklamy. Stworzyła chwytliwe hasło przewodnie: “Uroda to władza”. Kosmetologię nazywała medycyną, salon urody instytutem, a krem odżywką dla twarzy. Zdjęcia Madame w laboratorium sugerowały poziom Marii Skłodowskiej-Curie. Działała na wielu rynkach jednocześnie, w wielu formach (apteki, instytuty, sprzedaż wysyłkowa), była także aktywna w propagowaniu produktów i usług (reklama prasowa, darmowe konsultacje). Sztandarowy Valaze – stosunkowo drogi – aby móc go pożądać, a zarazem w dość przystępnej cenie – aby nieomal każda kobieta mogła sobie na niego pozwolić.
“Helena…” pióra Angusa Trumble – ciekawa, inna, zaskakująca, inspirująca do sięgania po kolejne fakty z życia kobiety, o której wciąż nie dość powiedziano.
Aleksandra Buchaniec-Bartczak
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rebis.
