Opowieści z pogranicza – Omer Bartov

Recenzując “Anatomię pewnego ludobójstwa” napisałam: Miasto Agnona, Ringelbluma, Wiesenthala przyszło także do mnie: z całą swą urodą i okrucieństwem, życiem i śmiercią – piękne, chore, wyniosłe, nieustępliwe, upadłe, okaleczone, ocalałe… W każdym detalu, oddechu, ruchu… przyszło do mnie – obcej, współczesnej. 

Dzięki lekturze poprzedniej książki Bartova byłam gotowa na kolejne spotkanie z Buczaczem: mieszankę materiałów historycznych, dokumentów, baśni i legend; gotowa na wejście w temat niczym w morze Talmudu; erudycję i szczodre pióro Autora.

To, czym tym razem zaskoczył mnie Bartov są wspomnienia jego matki, nazwane “Podróżą ostateczną”. Cały długi rozdział po porządkujących rozległy materiał “Skąd przybyliśmy?”, “Kim się staliśmy?”, “Dokąd się udaliśmy?” Pytaniach, na które Autor udziela wyczerpujących odpowiedzi i… nie odpowiada wcale.

Wspomnienia matki – skromne i niekompletne; są, jakie są – rzec można. Ocalone przed niepamięcią, kontrastujące z bogactwem zachowanych danych archiwalnych, a mimo to najważniejsze, górujące nad dokumentami i nauką. Bezcenne.

Autor przytacza swoją rozmowę z matką, opatruje ją dodatkowymi komentarzami, odnośnikami historycznymi, przybliża kontekst. Zapisuje każde nagrane słowo, a także dźwięk kuchennej krzątaniny i domagających się uwagi własnych dzieci. 

Jakby nie chciał uronić ani kropli z niepełnego dzbana, mając silne poczucie niedoboru, niewykorzystania wspomnień swoich bliskich. Okruchy okazują się dla Bartova perłami, wszak mógł zupełnie zlekceważyć, przeoczyć… Tym bardziej żmudnie stara się zrekonstruować rodzinne losy, postacie, nazwiska.

Matka – osobista Autora, oraz archetypiczna – choć przedstawione pod koniec książki, stają się pierwszoplanowe; dowodząc, że to, co osobiste, jednostkowe, subiektywne jest tak naprawdę najważniejsze. 

W ostatecznym rozrachunku w “Opowieściach z pogranicza” z historykiem zwycięża syn.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

Dodaj komentarz