Pamiętnik z getta w Krakowie – Halina Nelken

Wznowienie “Pamiętnika z getta w Krakowie” Haliny Nelken to wielka gratka dla wszystkich zainteresowanych literaturą pamiętnikarską z okresu II wojny światowej.

Skazani na zagładę Żydzi mieli relatywnie mniejsze szanse na pozostawienie świadectw z pierwszej ręki, tym bardziej kompletnych i dojrzałych. Siedemnastoletniej wówczas Autorce to się udało. 

Była młoda, niewykształcona, nieobyta życiowo, jednak wiek pozwalał zauważać, analizować, zapamiętywać. Zapisywanie okazało się, zwłaszcza dla nas – potomnych dodatkowym atutem.

Czytelnik staje się mimowolnym świadkiem powolnej degradacji postaw, wartości. Kiedyś liczył się charakter człowieka, nie jego narodowość. Utracony na początku wojny fortepian wywołuje marazm. Przy kolejnej przeprowadzce w getcie rzeczy nie będą już miały takiego znaczenia. Przykra przed wojną choroba i konieczność pozostania w łóżku urośnie do rangi komfortowego doświadczenia. Kulturalna panienka zacznie przeklinać i złorzeczyć na jakże odmienną od przedwojennej rzeczywistość. Brak żywności, opału, głód i chłód. Jednak wciąż jeszcze może być gorzej, choć to akurat wie tylko czytelnik.

Z dystansu ponad 80-ciu lat myślimy o kłopotach, prześladowaniach, tragediach, zagrożeniu zdrowia i życia. Pamiętnik młodej dziewczyny uświadamia, że cały czas toczyło się w miarę normalne życie. 

W tym nurcie mocno wybrzmiewa wątek flirtu Autorki ze starszym od niej, cieszącym się w getcie wyjątkowymi przywilejami (stała przepustka, samodzielne, piękne mieszkanie) Austriakiem – Aleksandrem Weisbergiem. 

Część pierwsza pamiętnika poświęcona jest przedwojniu – podgórskiemu adresowi, relacjom rodzinnym, przyjacielskim, sąsiedzkim. Te ostatnie przetrwały próbę czasu. Ocalała Halina została ciepło przyjęta na Długosza 7, aczkolwiek dawnego mieszkania nie udało się odzyskać.

Część druga to tytułowy pamiętnik z getta w Krakowie, trzecia opisuje obozową poniewierkę – od Płaszowa, przez Oświęcim, po Ravensbrück.

Trzy obszerne, wymowne rozdziały. 

Pamiętam, jak latami bezskutecznie poszukiwałam wspomnień Nelken. Dziś mam przed sobą pachnące drukiem nowe, wzbogacone o uwagi Autorki z lat 80-tych wydanie.

Być może ktoś zapyta, czy Halina Nelken to polska Anna Frank? Nie ma sensu porównywać tych dziewczyn i ich pamiętników, w ogóle czyichkolwiek zwierzeń. Bez wątpienia są natomiast na równi wyjątkowe i bezcenne.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

Dodaj komentarz