Wiara w naukę prowadziła do ludobójstwa

W historii Europy można dość precyzyjnie wskazać moment, gdy życie ludzkie utraciło swoją wartość. Zmiany w postrzeganiu człowieka pojawiły się, gdy religię zastąpiła wiara w naukę, a raczej w „naukę”. Gilbertowi K. Chestertonowi przypisuje się słynną maksymę: „Gdy ludzie przestają wierzyć w Boga, to nie jest tak, że w nic nie wierzą, ale że wierzą w cokolwiek”. Tym „czymkolwiek” okazał się w Rosji (i nie tylko) naukowy materializm dialektyczny, teoria socjalizmu naukowego i naukowy komunizm. Natoniast w Niemczech – społeczny darwinizm i teoria wyższości rasowej.

Pretendowały one do naukowości. Ich wrogiem była religia. A to religia wymyśliła ideę, że człowiek jest „stworzony na obraz Boga”, więc jego życie ma szczególną wartość. Gdy ta idea odchodziła razem z religią, mordowanie stawało się radykalnie łatwiejsze.

Nauka mordowanie uzasadniała, popierała, wręcz je nakazywała: darwinizm uczył o tym, że słabi („gorsze” rasy – np. Słowianie) muszą zanikać, a silni i lepsi (aryjczycy) mają rządzić. Z kolei, naukowy materializm uczył, że klasy wyzyskujące zostaną zlikwidowane, bo to „wrogowie klasowi”. W obu przypadkach oznaczało to naukowo uzasadnione ludobójstwo na potężną skalę.

Teorie uzasadniające rasizm były traktowane ze śmiertelną powagą. Profesorowie niemieckich uniwersytetów mierzyli nosy i czaszki.
Tzw. „naukowy komunizm” był obowiązkowym przedmiotem na wszystkich uczelniach wyższych ZSRR.

Te „nauki” stały się świętością, bo po Oświeceniu bogiem stał się Rozum. Na nich oparły się komunizm i nazizm. Zastąpiły religię. Same stały się religiami. Szybko okazało się, że bóstwa tych ideologii przypominają dawnych bogów kultur pierwotnych – żądają ofiar z ludzi.

Obydwie ideologie – komunistyczna i nazistowska – pod wpływem tych „naukowych” przekonań, traktowały ludzi niespełniających wymaganych. „naukowych” kryteriów, jak zwierzęce szkodniki. Język i ikonografia przypisywały im właśnie cechy zwierząt – pasożytów, drapieżników, insektów. Miliony niewinnych ofiar były mordowane w komorach gazowych i w gułagach. Ich zagłada była konsekwencją wprowadzania w życie ustaleń nauki.

Momentem przełomowym było rozpoczęcie ludobójstwa metodami przemysłowymi. W sowieckiej Rosji skonstruowano pierwsze ruchome komory gazowe. Oficer NKWD Isaj Berg używał w okresie wielkiej czystki (1937) specjalnie hermetycznie szczelnej furgonetki (duszegubka) do gazowania więźniów.

Niemcy też zaczynali od mobilnych komór gazowych i ich pierwszymi ofiarami byli „bezużyteczni” pacjenci szpitali psychiatrycznych na terenach zajętych po agresji na Polskę w 1939 roku. Później zaczęło się mordowanie kolejnych grup. Wybrano gazowanie, żeby zabijanie było bardziej „humanitarne”. Jednak nie dla ofiar, ale dla morderców. Ludzie wypełniają przestrzeń. Drzwi zostają zamknięte. Gdy się je otwiera, jest już „po wszystkim”. Nie potrzeba brudzić rąk krwią.

Pierwszym miejscem, w którym testowano ten sposób na wielką skalę, był obóz w Chełmnie na Nerem. Niemcy zamordowali tam około 200 tysięcy ludzi. Ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, a ponadto Romowie, jeńcy sowieccy, dzieci z Zamojszczyzny i czeskich Lidic, polscy księża i zakonnice.

Ludzie mordowali się na co dzień i zabijali w czasie wojen – zawsze i wszędzie, od zarania dziejów. Jednak pozbawienie człowieka życia nigdy przed XX wiekiem nie miało charakteru tak masowego, nigdy nie wykorzystywane były metody przemysłowe i nigdy kryteria (rasowe i klasowe) skazujące na śmierć nie były tak nieludzkie.

I – co najważniejsze – nigdy nie powoływano się przy mordowaniu na naukę, czyli na rozum.

Paweł Jędrzejewski

Dodaj komentarz