To nie tylko wbrew naturze, przede wszystkim logice, aby opadły liść wrócił na drzewo. Opadły, a może zerwany? Brutalnym zrządzeniem losu.
Ocalone żydowskie niemowlę – syn Jakuba Wekslera – stał się Romualdem Waszkinelem, co więcej – został katolickim księdzem. Spełnioną przepowiednię żydowskiej matki polski ojciec przypłacił życiem. Po wielu latach polska matka wyznała prawdę: „Miałeś wspaniałych rodziców (…) Byli Żydami. Zostali zamordowani. Ja tylko ratowałam ciebie od śmierci”.
Jako dziecko bał się słowa “Żyd”, którego nie szczędzono pod jego adresem; gdy został księdzem – Żydzi pozostawali poza orbitą kapłańskiej uwagi; od momentu poznania prawdy na swój temat starał się godzić niemożliwe. Czytelnik śledzi narastające rozczarowanie kościołem katolickim i wieloma jego hierarchami, rozpaczliwe próby uchwycenia się “czegoś” lub “kogoś”. Także w Izraelu, gdzie planował być Żydem od Jezusa.
To zrozumiałe, że nie tylko chciał oddać hołd obu swoim matkom, ale przede wszystkim nie przekreślać znacznej i znaczącej części swego życia. Finalnie okazał się – w roli księdza – niewygodny zarówno w Polsce, jak i w Izraelu. Pracował już wtedy jako archiwista w Jad Waszem, nauka hebrajskiego i codzienne świeckie sprawy wypełniały czas, wracały słowa wujka – brata ojca: “Jak możesz unieść nienawiść dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa do Żydów?!”
Paradoksalnie, Urząd Rabinacki nie chciał go uznać za Żyda. Niemal trzyletnie starania zostały uwieńczone testami DNA, a te wykazały, że w dziewięćdziesięciu siedmiu i dziewięciu dziesiątych procenta jest aszkenazyjczykiem.
Liść wrócił na drzewo – szlachetne, dobrze zakorzenione drzewo oliwne – symbol Narodu Wybranego i Ziemi Obiecanej. W swoim naturalnym środowisku uchodzi za roślinę doskonale przystosowaną do trudnych warunków.
W trzydziestym piątym roku życia i dwunastym kapłaństwa Romuald Waszkinel dowiedział się o swoim pochodzeniu. W wieku siedemdziesięciu sześciu lat Jakub Weksler obchodził bar micwę. Siedem i sześć daje trzynaście, a to właściwy wiek dla tego typu uroczystości.
Meandry losu, z drugiej strony przepowiednie i znaki. Być może jest najlepszym przykładem rozwoju rozumianego jako stawanie się nie innym, nie lepszym, lecz sobą.
Nie tylko płakać potrafi, także pisać. Autobiografia Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela to gotowy scenariusz na iście hollywoodzką produkcję o sile tożsamości i potrzebie przynależenia.
Aleksandra Buchaniec-Bartczak
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

