Kochając Sylvię Plath – Emily Van Duyne

Tytuł książki, choć prosty, kryje w sobie wiele znaczeń: nawiązuje do głównego wątku, czyli toksycznego małżeństwa Sylvii Plath z Tedem Hughesem, uczuć czytelników żywionych do słynnej pisarki, przede wszystkim zaś stosunku autorki do swojej bohaterki, z którą łączy ją podobna biografia.

Gdy Emily Van Duyne rozpoczęła pracę nad książką, usłyszała: “Musisz dopilnować, żeby wszystko się zgadzało. Bo wszyscy się na ciebie rzucą.” To wyzwanie – próba zmiany percepcji osoby o tak ustalonym i zakorzenionym w powszechnej świadomości wizerunku.

Piekielnie uzdolnionej, zaburzonej, mrocznej, wciągającej czytelników wielu swoich wierszy, a nade wszystko wysyconej wątkami autobiograficznymi powieści “Szklany klosz” do świata depresji, prób samobójczych, klinik psychiatrycznych, kontrowersyjnych metod leczenia (elektrowstrząsy) Sylvii Plath należy się prawda zamiast powidoków.

Prawda na temat czasów, w których żyła – lat 50-tych i 60-tych XX wieku, narzucających kobietom sztywne ramy: rolę żony, matki i strażniczki domowego ogniska. Nawet kobieta zdolna i ambitna mogła realizować swój potencjał jedynie w cieniu, występując raczej jako asystentka genialnego poety niż samodzielna twórczyni.

Prawda o brutalnym związku, który raptem po kilku miesiącach znajomości został usankcjonowany małżeństwem. W listach do swojej psychoterapeutki Sylvia Plath opisywała Hughesa jako osobę stosującą przemoc fizyczną i emocjonalną. W wyniku pobicia straciła ciążę. 

Jej samobójcza śmierć to wypadkowa choroby i skrajnej traumy doznanej w “zaciszu domowym”. W taki sam sposób (zatrucie gazem) odebrała sobie życie kochanka Hughesa – Assia Wevill.

Prawda o zmowie milczenia, nie tylko środowiska literackiego, na temat brutalności Teda Hughesa wobec kobiet, zakłamywania biografii i cenzurowania twórczości tragicznie zmarłej żony. 

Najważniejsze niech wybrzmi na końcu – prawda na temat Plath świadomej siły i wartości pozostawianych na papierze słów, jakkolwiek konsekwentnie nie byłyby ignorowane lub utożsamiane wyłącznie z jej chorobą. Krzyczała piórem.

Podobnie robi Emily Van Duyne, która w imię biograficznej rzetelności i kobiecej solidarności pragnie zadośćuczynić krzywdom i niesprawiedliwościom doznanym przez jej bohaterkę: przywraca jej podmiotowość i rozlicza macho-kulturę ignorującą cierpienie kobiet.

Zadośćuczynienie przychodzi za późno, ale nie jest pozbawione znaczenia dla kolejnych pokoleń odbiorców spuścizny Plath.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.

Dodaj komentarz