CHASYD NA ROWERZE… CZYLI DIAMENTOWA ANTWERPIA.

Żydowscy przedsiębiorcy odgrywali zawsze centralną rolę, zarówno w handlu jak i w obróbce kamieni szlachetnych. Ta sztuka, przekazywana z pokolenia na pokolenie, ma swoją historię w której zaufanie i lojalność odgrywały centralną role. ”Mazzel” jako potwierdzenie dokonanej transakcji znaczyło więcej niż spisany kontrakt.

Antwerpia-jeden z trzech największych portów Europy. Miasto Rubensa i van Dycka, słynące z miejskiego ZOO i dobrego belgijskiego piwa (które najlepiej smakuje pite w cieniu Katedry) oraz belgijskiej czekolady i projektantów mody. Ale przede wszystkim, Antwerpia to diamentowa stolica Europy, miasto żydowskich złotników i szlifierzy diamentów- potentat w tej branzy, firma De Beers wywodzi się z Antwerpii właśnie. Największe w Europie skupisko ortodoksyjnych Żydów, jedyne miejsce na starym kontynencie gdzie w jidisz rozmawia się w domu i na ulicy, w szkole i w sklepie. 

Widok Chasyda z rozwianymi na wietrze pejsami jadącego rowerem przez centrum nowoczesnego miasta to unikatowy widok, typowy jedynie dla Antwerpii

Stolica Flandrii,to miejsce dla mnie szczególne. Tu, w niewielkim mieszkaniu na Italiëlei 51 wiele sie zaczęło, tu uczestniczyłam po raz pierwszy w życiu w kolacji sederowej, tu też po raz pierwszy zadałam sobie poważne pytania o to kim jestem. Pomimo faktu, iż właściciel tego mieszkania od paru lat spoczywa na żydowskim cmentarzu Nederlandse Putte a życie i praca zagnały mnie w przeciwległy kraniec Niderlandów, wracam tu zawsze i z takim samym błyskiem w oku chłonę to miasto, klimat żydowskiej dzielnicy, tak innej za każdym razem, idę na obiad od Hoffy`s, potem kupuję sernik w cukierni Kleinblatt i siadam na ławce w Stadspark. 

Dzielnica żydowska, zamieszkała głównie przez Chasydów ze Wschodniej Europy zwie się “jodenkwartier”, także “kleine Warschau“ jako, że wielu z osiadłych tam po wojnie Żydów pochodziło z dawnej Warszawy, jakiej my już nie znamy. Znajduje sie w okolicach Dworca Centralnego ciągnie sie za Pelikanstraat, znanej na całym świecie ulicy złotników. Tu znajduje się Giełda diamentów i muzeum. Spacer wzdłuż złotych wystaw na Pelikaanstraat i po drugiej stronie w halach Dworca daje gwarancję nacieszenia oczu niespotykana ilością złota i przeróżnych klejnotów. Na równoległej ulicy Appelmanstraat znajduje się duże centrum diamentowe „Diamond Land” gdzie na piętrze można obejrzeć ciekawą wystawę poswięconą produkcji diamentów a w przyległym sklepie zrobić zakupy. Dalej na rogu Rijfstraat i Hoveniersstraat jak mówi Herman Heymans, przewodnik po Antwerpii, chodząca encyklopedia, Człowiek, który wie niemal wszystko o żydowskiej Antwerpii i jej mieszkańcach, bije serce diamentowej metropolii. Każdy najmniejszy nawet ruch na ulicach rejestrowany jest przez system 42 kamer, tu szlifowane są największe diamenty tu, w cichych, niepozornych pokojach dokonywane są najpoważniejsze transakcje handlowych w wyniku których diamenty trafiają do koronowanych głów, gwiazd filmowych i ogólnie pojętego show-biznesu a takie firmy jak Tiffany czy Van Cleef & Arpels są tu stałymi odbiorcami..

Opowieść o żydowskim sukcesie w handlu i obróbce diamentami, jest przede wszystkim opowieścią o migracji i specyficznej żydowskiej kulturze życia. Żydowscy przedsiębiorcy odgrywali zawsze centralną rolę, zarówno w handlu jak i w obróbce kamieni szlachetnych. Ta sztuka, przekazywana z pokolenia na pokolenie, ma swoją historię w której zaufanie i lojalność odgrywały w niej centralną role. ”Mazzel” jako potwierdzenie dokonanej transakcji znaczyło więcej niż spisany kontrakt. Pieniądze przekazywano z reki do reki. Tak była przeszłość, 500 lat tradycji i żydowskiego monopolu w handlu diamentami. Aby opowiedzieć o dniu dzisiejszym musimy udać sie w krótką podroż w przeszłość, zadać pytanie – jak to się stało, iż Żydzi przez ponad 500 lat wiedli prym w handlu diamentami? Dlaczego Żydzi? Dlaczego Antwerpia? Podczas swoich wędrówek po całym świecie, Żydzi, za każdym razem, z jednej strony musieli sie dostosowywać do nowych nie-żydowskich środowisk i praw określających ich egzystencje a z drugiej strony zachowali swoje mocne religijne zasady, izolujące ich od otoczenia a silne więzy rodzinne sprzyjały budowaniu międzynarodowych kontaktów handlowych we własnym kręgu. Już w XIV wieku wszelkiej maści piraci awanturnicy przybijali do antwerpskiego portu z Indii, Kongo, Sierra Leone i Angoli. Lodewyk van Bercken z Brugii wynalazł szlifierkę do diamentów. Od tego czasu Antwerpia rośnie w siłę, co przyczynia sie do ekonomicznego wzrostu regionu. Z wieloma “ups and downs”, po dwóch wojnach światowych, rosnącej konkurencji ze strony innych miast (Nowy Jork, Bombaj) jest Antwerpia wciąż największym i najsłynniejszym miejscem handlu diamentami. I dzieje się tak pomimo faktu, iż żydowska dominacja i monopol jest już przeszłością.

Jeszcze w XIII wieku nie było w Antwerpii żadnego Żyda. Pierwsi z nich dotarli do miasta ze wschodniej i środkowej Europy. Już w roku 1348 winiono Żydów za plagę dżumy w mieście i po raz pierwszy wygnano z miasta. W dalszych wiekach wielokrotnie zmuszeni byli opuszczać Antwerpię. W XVI wieku osiedlała się w mieście druga fala imigrantów żydowskich: Sefardyjczycy – wygnańcy z Półwyspu Iberyjskiego. Już w tym czasie portowa Antwerpia była jednym z najważniejszych centrów handlowych świata jaki i największym centrum złotników i handlarzy diamentów. Główną przyczyna, dla której handel i obróbka diamentów znalazły się w żydowskich rękach był monopol cechów i gildii rzemieślniczych, które nie dopuszczały w swe szeregi Żydów. Doprowadziło to do utworzenia tzw. szarej strefy, pokątnego handlu diamentami, który jednak z czasem stał się tak silny, iż zdominował cały rynek. W 1880 roku zaczyna się trzecia fala emigracji, tym razem Żydów z Europy Wschodniej. Ofiary programów schroniły się w największych żydowskich skupiskach w Europie – Antwerpii i Amsterdamie. Będąc wśród swoich mogli oni żyć i pracować wg ścisłych norm religijnych. Był to bardzo ważny argument dla ortodoksyjnych Żydów, którzy przybyli do Antwerpii z Podola. Chasydzi, którzy parali się handlem spożywczym, odzieżowym, drobnym rzemiosłem, szybko wyspecjalizowali się w handli surowymi diamentami oraz ich przeróbką, stając się niekwestionowanymi monopolistami. W tym czasie, dwa niderlandzkie miasta Antwerpia i Amsterdam konkurowały ze sobą o miano monopolisty w handli diamentami. Prawdą jest jednak i z istniała miedzy nimi duża zależność. O ile bowiem w Antwerpii odbywał sie handel diamentami to Amsterdam był lepszy w ich obróbce oraz kupowane tam kamienie były tańsze. Sytuacja zmieniał się po fali trzeciej emigracji, gdy przybyli z Podola chasydzi i od tej pory Amsterdam specjalizował sie w handlu niewielkimi diamentami z czasem tracąc swój udział w rynku, na rzecz Antwerpii właśnie. Okresem największej świetności Antwerpii jako rynku handlu diamentami był przełomu XIX i XX wieku. Był to czas współpracy żydowskich rzemieślników z przedstawicielami lokalnych społeczności i mniejszości. Działo się tak zapewne także pod wpływem liberalnych idei i względnej tolerancji jak w tym czasie panowała w Europie. Można nawet powiedzieć iż od tego czasu Żydzi nie byli jedynymi, liczącymi się na antwerpskim rynku diamentami. Do takich wniosków dojść można czytając nazwiska w dokumentach Giełdy Diamentów z 1904 roku (”stichterslijst” van de Diamantbeurs in 1904). Żydowski monopol był jednak bezdyskusyjny i nie chodziło tu jedynie o handel diamentami, import surowych kamienia ale także handel hurtowy, bazujący na większościowych udziałach w kopalniach diamentów na całym świecie. Wielowiekowa emigracja, monopolizacja rynku wpłynęły także na społeczność antwerpskich Żydów. Stali się oni czołowymi przedstawicielami wszystkich klas społecznych, od najemnych robotników do bankierów, wszystkich prądów politycznych – od ultra-ortodoksyjnych do rewolucjonistów, od zwolenników syjonizmu do fanatyków Naturei Karta. Także izolacja Żydów nie była już tak silna. Z początkiem XX wieku coraz więcej dzieci z żydowskich rodzin uczęszczało do nie-żydowskich szkół i miało nie- żydowskich przyjaciół. Już przed Pierwszą Wojną Światową Antwerpia miała większy przemysł obróbki diamentów niż Amsterdam. W czasie kryzysu ekonomicznego lat dwudziestych diamentowa branża wpadła w duże tarapaty, szerzyło się bezrobocie. Od czasów II wojny światowej sektor diamentowy w Antwerpii datuje swój ponowny rozkwit. Jest to jedna z najważniejszych gałęzi belgijskiej gospodarki, przynosząca rocznie miliony euro zysku. Wiążą się z tym specjalne ulgi podatkowe.

Obecnie, szacuje się, iż w Antwerpii mieszka ok 25 000 Żydów. Niewielu z nich jest przodkami tych, którzy mieszkali tu przed wojna, W czasie II Wojny Światowej żydowska społeczność Antwerpii bardzo ucierpiała. Żydów którzy nie zdążyli uciec z Europy deportowano do obozu zagłady w Oświęcimiu a niemiecki okupant zrabował wszystkie rezerwy diamentów. Niewielu udało się przeżyć. Pojawiły się zatem chasydzkie rodziny z Polski i Węgier, Holandii i Sefardim z Północnej Afryki wielu Żydów z Izraela i Ameryki, ostatecznie z byłych republik radzieckich. Antwerpscy Chasydzi są mniejszością w żydowskiej społeczności w Antwerpii, jednak patrząc na ulice w dzielnicy żydowskiej jest się przekonanym, iż są oni… w większości. Mniejszość ta jest dodatkowo podzielna na grupy – takie jak Satmar, Wischnitz, Gur, Sandz Klauzenburg, Tsorkow, Lubavitch, Berditchev, Bobow, Beltzer, Skver, Spinka, Pshevorsk. Istnieje także niewielka społeczność Żydów litewskich. W dzielnicy żydowskiej są dziesiątki szkół religijnych, każdy z ruchów ma odrębne szkoły i synagogi. Jest także szkoła dla dziewcząt – Bejt Yaakovscholen, w Wilrajk dzielnicy słynna na cały żydowski świat jesiva Eitz Chaim, liczne organizacje charytatywne i stowarzyszenia, tworzące środowisko, w którym Żydzi mogą pielęgnować swą odrębność i żyć w izolując się od otaczającego ich świata.

Od zachodu słońca w piątek do wschodu słońca w niedziele chasydzi żyją w granicach wyznaczanych przez eroev. Eroev w Antwerpii jest wyjątkowy, jest jedynym, który obejmuje całe miasto, na przykład, Paryżu czy Nowym Jorku jest ograniczona do jednego obszaru lub zaledwie kilka ulic. Eroev przebiega „po zielonej ścieżce” wzdłuż linii tramwajowej 59 między kanałem Skaldy i obwodnicami wokół miasta. Ciągłość tej rozpiętej na wysokości 6 metrów liny jest kontrolowana każdego tygodnia przez specjalnych wysłanników Rabinatu. Antwerpscy Chasydzi tworząca coś w rodzaju społecznego getta- ”jooden getto” mające dla Żydów specyficzną symbolikę, jak określa to Ludo Abicht, filozof i historyk, autor książki “Żydzi w Antwerpii”. Od czasów II wojny światowej zostało ono zredukowane do okolic Dworca Centralnego, obejmując ok. 20 ulic Diamentwijk, okolic Parku Miejskiego(Stadspark) i Belgiealei. Spacerując po okolicy widać, że przeżywała ona już lepsze czasy. Fasady poszarzały, na bruku ślady rozdeptanej gumy do żucia. Z jednej strony mamy wschodnioeuropejski sztetl w centrum nowoczesnego miasta. Koszerne mięso kupuje się u Dresnera, zatwierdzony przez Rabinat, Farkas handluje drobiem, ryby “pod nadzorem Rabina” sprzedaje Moskovitz a macę i ciasto Kleinblatt. Żydowskie książki natomiast, kupuje się na Simonsstraat u Menczera Lazara, wysokiego postawnego mężczyzny w czarnym chałacie, zawsze uśmiechniętego i zagadującego klientów odwiedzających jego małą księgarnie. Oprócz żydowskich książek można tam kupić mosiężne menory, gazety, znaczki a nawet nagrania z muzyką żydowską. Takie „kleine Warschau” z postaciami jak 80 lat temu na Muranowie. Czas zatrzymał się w miejscu? Mężczyźni, kobiety, ubrani inaczej, mówiący innym językiem. Takie obrazy widać także na ulicach Jerozolimy, Nowego Jorku, Paryża i Londynu. Ten świat przyciąga “gapiów”, dla których jest to jedyna, egzotyczna, żydowska Antwerpia. Pamiętam oburzenie bliskich mi osób, gdy w ogromnym podnieceniu opowiadałam o niedzielnych wycieczkach do Parku Miejskiego, gdzie syciłam oczy widokiem chasydzkich matek z dziećmi. Tłumaczono mi, iż to typowe zachowanie dla kogoś, kto właśnie zachłystuje się kulturą i tradycją żydowską. Nagle budzi się zainteresowanie odległą egzotyką, siłą rzeczy niesłychanie powierzchowne, pełne stereotypów. Przeciętne, jak to przeciętna, jest powierzchowne dosyć. Recepcja kultury żydowskiej zatrzymuje się, zainteresowaniu chasydami czy mistycyzmem. Jednak takie spojrzenie nie odzwierciedla prawdy o społeczności żydowskiej w Antwerpii, Bez Chasydów jest ona na pewno mniej ciekawa dla kogoś patrzącego z z zewnątrz. Z drugiej strony „jooden getto” ma także inne znaczenie, to właśnie tu miały miejsce największe antysemickie ataki, w tym terrorystyczne.

W lipcu 1981 roku miała miejsce napaść na grupę dzieci udających się do szkoły, jedno z nich zginęło, wiele zostało rannych. 20 października 1980 roku palestyńscy terroryści z Czarnego Września zdetonowali bombę ukrytą w ciężarówce zaparkowanej w pobliżu Synagogi Holenderskiej, największej i najbardziej okazałej w mieście. Do eksplozji bomby doszło podczas uroczystości religijnych odbywających się na ulicy. Zginęły 4 osoby, a 95 zostało rannych. Do kolejnego zamachu doszło 11 listopada 1986 roku, kiedy to islamscy terroryści zdetonowali bombę podłożoną przed wejściem do synagogi. Nikt nie zginął. W ochronie bezpieczeństwa mieszkańców władze miasta zdają się na grube bloki betonu na chodnikach i kamery wideo. Stan bezpieczeństwa nie jest jednak zły. Strach przed zbrojnymi muzułmanami i przed nowym porządkiem w świecie diamentów sprawiły, iż wielu z żydowskich mieszkańców Antwerpii sympatyzuje z Vlaams Belang, najskuteczniejszą partią prawicowych radykałów w Europie, Partia ta przedstawia się jako zdecydowanie przyjazna Izraelowi. Żąda także podjęcia bardziej zdecydowanych kroków wobec marokańskich imigrantów, którzy ze swej wrogości do Żydów nie robią żadnej tajemnicy. Flirt z ultraprawicą niepokoi prominentnych Żydów. Laureat pokojowej Nagrody Nobla, więzień obozu Auschwitz, Elie Wiesel upomniał flandryjską gminę, by nieco staranniej dobierała sobie przyjaciół „Żaden Żyd nie powinien zwracać się w stronę skrajnej prawicy” tym bardziej, iż Vlaams Belang popiera Żydów, gdyż jej przywódcy zdają sobie sprawę jak ważną część sektora diamentowego stanowią Żydzi. Jak długo jednak? 

Wielowiekowa żydowska dominacja w tym sektorze belgijskiej gospodarki opierała się na tradycji, zaufaniu wewnątrz organizacji rzemieślników, ustalonej wewnętrznej strukturze, własnym systemie kontroli, z których najwalniejsza jest Hoge Raad voor Diamant (HRD)-Wysoka Rada Diamentowa. Cały legalny handel diamentami jest skupiony wokół HRD, która próbuje ograniczyć obrót tak zwanymi krwawymi diamentami. Antwerpia jest nie tylko największym rynkiem diamentów, lecz także największym czarnym rynkiem diamentów na świecie. Wysokość ceny diamentu na światowym rynku określają słynne „cztery wysokie C”, na które składają się cut, clarity, color, carat, czyli szlif, czystość, barwa i liczba karatów. Wysoka Rada Diamentowa, wyznaczająca w Antwerpii kodeks zachowań, dodała „piąte C”. Jest nim confidence, czyli zaufanie. To piękny gest, tyle że praktycznie bez znaczenia. Czasy legendarnego “mazzel” przeszły do historii. W sklepach jubilerskich przy dworcu głównym gruzińscy i hinduscy handlarze nie pytają o certyfikaty pochodzenia, gdy obcy oferuje im do sprzedania woreczek nieoszlifowanych diamentów. Gdy cały rynek w Antwerpii był jeszcze rękach Żydów, można było całkiem spokojnie zdać się na wewnętrzną kontrolę kartelu. Te czasy jednak minęły. Po pięciuset latach żydowscy handlarze diamentów z Antwerpii utracili pozycję lidera w obrocie tymi drogimi kamieniami. Kupcy z indyjskiego subkontynentu okazują się skuteczniejsi a wpływy zorganizowanej przestępczości z krajów dawnego ZSRR bardzo silne. Żydowscy handlarze. wypracowywali wcześniej ok. 70 proc. obrotów, dziś pozostało im jeszcze 25 proc. Ich era chyli się ku upadkowi. A jidysz traci pozycję głównego języka giełdy. Wcześnie było o wiele łatwiej przestrzegać nakazów Prawa w miejscach pracy, udawać się do synagogi na modlitwy.

Teraz wielu z młodych chasydów szuka pracy w branżach innych niż sektor diamentowy. Innym wyjściem jest większa integracja z otaczającym Chasydów światem. Jak możliwa jest jednak integracja bez utraty tożsamości, którą jest min. wzór życia w zamkniętym kręgu? Ich własne stroje służy jako swego rodzaju ogrodzenia przed obcymi wpływami. Nie można zaprzeczyć bowiem iż, stosowanie się do dawnych tradycji i przywiązanie do religii, uratowany społeczność chasydzką od zniszczenia. Innym sposobem utrzymania swej pozycji w sektorze diamentowym jest wąska specjalizacja. Większość wysoko-karatowych diamentów przechodzi wciąż przez ich żydowskie szlifiernie. Za pomocą techniki komputerowej szlifierz może kamieniom szlachetnym nadać jeszcze więcej szlachetności. Diament przed obróbką jest skanowany, ważony, a potem trójwymiarowo wizualizowany na monitorze tak by optymalnie wydobyć z niego światło. Maszyny i oprogramowania pochodzą głównie z Izraela. Program przenosi współrzędne, które szlifierz ustalił na ekranie, na sterowane numerycznie urządzenie do szlifowania diamentów. Ponieważ maszyna pracuje z dokładnością do jednej setnej milimetra, klejnoty są dziś o wiele bardziej symetryczne niż dawniej. Komputer wylicza też, która forma spowoduje najmniej strat – łezka, serce, princess czy emerald. Tak oszlifowane kamienie są doskonalsze niż u konkurencji. I z tego powodu obronili swoje miejsce na rynku skuteczniej niż inni. Wielu indyjskich szlifierzy diamentów także oddaje swoje kamienie do żydowskich szlifierni, pomimo tego, iż Żydzi są pięć do dziesięciu razy drożsi od szlifierzy z Bombaju. Są jednak lepsi a kalkulacja jest całkiem prosta. Duży kamień przyniesie co najmniej 100 tys. euro zysku więcej, jeżeli w jego szlif zainwestuje się 10 tys. Zamiast 5 tys. Euro. Wzrost antysemityzmu, napływ emigracji z dawnych republik ZSRR, wzrost przestępczości oraz stagnacja w branży diamentowej, spowodowana ogólnoświatowym kryzysem, doprowadziły do coraz większej izolacji Chasydów w Antwerpii. Chasydzi tracą prace, istnieje wiele ukrytego ubóstwa. W ciągu ostatnich 10 lat pomoc z chasydzkich organizacji charytatywnych wzrosła prawie czterokrotnie. To wszytko przyczynia się do emigracji. Z powodu braku pracy, co roku 1–2 tys. Żydów opuszcza Antwerpię. Większość przenosi się do Izraela i Ameryki, wielu również do Niemiec. Pomimo to gmina się nie zmniejsza, lecz dzieje się tak tylko dlatego, iż większość chasydzkich rodzin jest wielodzietna. Sektor diamentowy nie potrzebuje już Chasydów. Od pewnego czasu coraz mniej macy i ciast pieczonych wg starych przepisów sprzedaje sie w cukierni Kleinblatt, żydowscy rzeźnicy coraz częściej sprzedają argentyńska wołowinę bez stempla”pod nadzorem Rabinatu”, gdyż jest …tańsza. Mniej klientów zasiada przy stolikach w Hoffy`s Take Away, koszernej restauracji położonej przy Lange Kievitstraat 52. Przejęcie władzy na giełdzie diamentów doprowadziło nawet do zmiany jadłospisu w restauracji. Wcześniej serwowano w niej prawie wyłącznie koszerne dania. Dziś Żydzi jedzą szaszłyk z curry, a Hindusi śliwkowy cymes a od czasu, gdy parę lat temu restauracja została gruntownie przebudowana stała się popularna także wśród nieżydowskiej cześć Antwerpijczyków i turystów. Restauracja prowadzona jest przez trzech braci Hoffman, którzy zaczynali od małego pomieszczenia gdzie można było kupić koszerne jedzenia na wynos jest jednym z symboli żydowskiej dzielnicy w Antwerpii.

Jak mówi Michi Hoffman, który krążąc miedzy klientami lokalu opowiada o tradycji kuchni żydowskiej, zasadach koszerności -typowa żydowska kuchnia nie istnieje. A jest tak dlatego, iż Żydzi wędrowali po całym świecie , w każdym z miejsc w którym żyli czerpali coś z lokalnych kulinarnych zwyczajów, np. Żydzi belgijscy często jedzą cykorię, niezbyt popularna w kuchni żydowskiej a bardzo…w niderlandzkiej. I tak, Izraelczycy jedzą znaczenie pikantniej niż Europejczycy a „amerykańskiego Żyda rozpoznam z daleka – śmieje się Mochi – jest po prostu… znacznie bardziej otyły niż my”. W kuchennej witrynie widać-pasztet z wątróbki, latkes, zapiekankę warzywną z brokułów i cukinii (fantastyczna, szczerze polecam!!!), kurczaka a la Bełz, na słodko z figami i daktylami. Można też zamówić tzw. traditionele joodse gerecht schotel – typową kuchnie Żydów ze wschodniej europy – rosołem z kury i kreplach, gefilte fish, jagnięciną, zapiekanymi warzywami, kuglem. Ten zestaw jest szczególnie popularny wśród nie-Żydów chcących poznać żydowskie smaki. Wszystko to należy popić wyśmienitym winem z Izraela, np. Białym Yarden Galilee Mount Hermon rocznik 1997. Jak wszytko tak i wina serwowane w Hoffy`s maja świadectwo koszerności, proces produkcji jest od początku do końca surowo kontrolowany. Siadając na ławce w Parku Miejskim, obserwując idących ulicami Chasydów często łapie się na tym, iż….. Oni zawsze się gdzieś spieszą.. do pracy, do szkoły, do synagogi, biegną, czasami nerwowo rozglądając się na boki, unikając spojrzeń ciekawskich, którzy zwabieni atmosferą miejsca zapuścili się w okolice Dworca Centralnego. Nie lubią być fotografowani, zaczepiani, utrzymują „grzeczny” dystans wobec „ciekawskich”. 

Carl(Carolina) Friedman, urodzona w Holandii dziennikarka pochodzenia żydowskiego, dawna mieszkanka Antwerpii, autorka książki „Twee koffers” (Dwie walizki) z humorem pisze, iż najmocniejszą podstawą ultra-ortodoksyjnej doktryny żydowskiej wydaje się być „rosołu z kreplach, gefilte fish, barszcz, kugel, po zjedzeniu których nikt nie zgrzeszy, tylko dlatego, że nie może wydostać się z krzesła.” „Dwie walizki” stały się podstawą do nakręcenia filmu pt „Left lu age” polski tytuł -Bagaż życia. Debiutancki utwór Jeroena Krabbego można interpretować na wiele sposobów, m.in. jako przegląd postaw, które współcześnie żyjący Żydzi mogą przyjąć wobec doświadczenia Holocaustu. Bohaterką filmu rozgrywającego się na początku lat 70. w Antwerpii jest studentka filozofii Chaja, która zdobywa pracę jako piastunka w chasydzkiej rodzinie. Obowiązujący w niej ortodoksyjny system nakazów i zakazów sprawia, że po kilkudniowej służbie zamierza odejść. Zatrzymuje ją sympatia dla czteroletniego synka chlebodawcy, Szimchy. Ich wzajemna przyjaźń będzie miała jednak tragiczne konsekwencje… To piękny film, czuły i wyrażający ogólną afirmację życia. To film o dorastaniu, odpowiedzi na pytania dotyczące własnego pochodzenia,o znajdywaniu własnej drogi. To taki mój film o Antwerpii.. film o Parku Miejskim.

Zbliżają się wakacje, czas planowania wyjazdów. A może, w tym roku, Wasze wakacyjne szlaki przetną Antwerpię? Być może spotkamy się przy stoliku w Cafe Des Sports lub w parku. Zapraszam i to nie tylko z powodu diamentów, które, jak śpiewała pewna Żydówka (Po konwersji.. z miłości od Arthura Millera) Norma Jean Baker, znana bliżej jako Merlin Monroe … ”…are a girl’s best friend”

Pozdrawiam serdecznie, wszystkich czytających FŻP.

Rita

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s