Holenderska dziewczyna – Marente de Moor

“W tym domu niedyskrecje czyhały na każdym kroku. W każdym kącie czekały rozliczne tabu, tajemnice i zagadki, żeby tylko się do nich dobrać.”

Mowa o rezydencji niemieckiego arystokraty – Egona von Böttichera – człowieka oschłego, zamkniętego w sobie. Zakochany w przyrodzie i zwierzętach dziwak, tą samą czułą ręką głaszcze grzbiet konia, co przyrządza ragoût z jelenia. Jedynak, ojciec despota, matka zmarła w połogu. Służąca prawdę ci powie…

Nie lubi, kiedy stare rany się zabliźniają. Tym trudniej o nich zapomnieć człowiekowi z oszpeconą twarzą. Egon von Bötticher to ofiara I wojny światowej. Przeżył tylko dzięki zaangażowaniu i pomocy holenderskiego lekarza.

Dziś ów lekarz wysyła doń swą młodą niczym chwiejny pokój córkę, by pobierała lekcje szermierki od niekwestionowanego mistrza tej sztuki. Tuż za holendersko-niemiecką granicą.

Relacje pomiędzy panami są chłodne, choć piszą-nie-piszą do siebie listy. Dlaczego uratowany ma pretensje do ratującego? Janna to tylko uczennica, czy może ojcowska Mata Hari? Powieść Marente de Moor stawia bardzo wiele pytań. Czy na wszystkie udziela odpowiedzi?

W swojej rezydencji Egon von Bötticher chroni się przed wojenną przeszłością i nazistowską teraźniejszością. Cyklicznie gości zwolenników Hitlera – młodych szermierzy odbywających walki honorowe, po których zostają im szlachetne blizny. Władania floretem uczy dwóch równie pięknych, co niedojrzałych emocjonalnie synów znajomej z lepszych czasów.

Janna, Julia i… sami mężczyźni. Napięcie seksualne wprost wisi w powietrzu… Najpierw tytułowa dziewczyna przekracza holendersko-niemiecką granicę, a potem wiele innych granic…

“Oddałem cię w ręce szaleńca” – powie ojciec Janny. Jak potoczy się dalej ta historia?

Z ragoût z jelenia świetnie komponuje się ciężkie czerwone wino. Z “Holenderską dziewczyną” także. Powieść należy czytać powoli, zatrzymywać na języku słowa, przyglądać się im uważnie pod światło, docierać do ich głębszych znaczeń.

Gęsta i wielowymiarowa, ma w sobie sporo tanin – to pewne.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Relacja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s