Wstęga nienawiści Möbiusa

Współczuję poprzednikom, którzy stworzyli tego raka. Oni chcieli tylko udobruchać młodych. Nie mieli pojęcia, że w ten sposób patroszą te same instytucje, które mają chronić przed dziećmi-idiotami.
Poprzednicy, tak zwane elity postępowe (tak zwane, ponieważ brakowało im poczucia noblesse oblige), bali się, że znajdą się „po niewłaściwej stronie historii”. Chcieli, aby młodzi – nowi radykałowie – lubili ich, popierali ich w mediach społecznościowych. Chcieli utrzymać swoją władzę, byli płytcy i poddani własnej tchórzliwości. I oślepieni przez nią.
Nowych radykałów – z których najbardziej hałaśliwymi były bogate dzieci z wielkich miast – połączyły trzy pobudzające siły: antyrasizm, antysemityzm i sprzeciw wobec jakiejkolwiek debaty o nowym radykalizmie, co znalazło odzwierciedlenie w ich wrogości do wolności słowa. Te trzy wątki nie były arbitralne. Były splecione razem i żadnego nie można było oddzielić od innych. Stanowiły wstęgę nienawiści Möbiusa.
Dla tych, którzy nie ulegli nowomowie, antyrasizm był rasizmem. Wiara w genetyczne zło białych ludzi. Radykałowie nie sformułowali tego w ten sposób. Oni schrystianizowali swoją nienawiść. Obrócili białość w grzech pierworodny i odgrodzili się od oskarżeń o nienawiść, definiując ją na nowo – argumentując, że można nienawidzić tylko z góry w dół: silni mogą być rasistami; słabi być nimi nie mogą. Czarni antyrasiści po prostu „wykrzykiwali” o uciskaniu ich przez białych ludzi. Biali antyrasiści pokutowali.
Antysemityzm był apoteozą antyrasizmu. Zasłonił się, jak to dzisiaj jest modne, antysyjonizmem i co niezwykłe, na pierwszy rzut oka wydawał się być zupełnie nie na temat. Co miał Izrael wspólnego z George’em Floydem, równością lub „białą supremacją”? Ale to nie było nie na temat. Był to logiczny rezultat długoletniej niegasnącej nienawiści. Oczywiście, w przeszłości Goje mogli swobodnie prowadzić wojnę przeciwko Żydom. Ale wraz z początkiem nowych czasów, w XVII wieku i wraz z rozkwitem Oświecenia, w XVIII wieku, tego rodzaju jawna nienawiść do Żydów stała się nie do przyjęcia – zmieniając pod koniec XIX wieku kierunek z religii na rasę. Problemem z Żydami nie był Bóg, do którego się modlili, ani żaden z ich zdeprawowanych rytuałów. (Dawno już minęły czasy oskarżania Hebrajczyków o robienie macy z krwi chrześcijańskich dzieci). Problem z Żydami był biologiczny, co było bardzo nowoczesnym sposobem patrzenia na sprawy. IFuckingLoveScience! Czysty antysemityzm, rozumiany rasowo lub naukowo, nie był tak naprawdę antysemityzmem. To nie była nienawiść z wyboru. To było godne pożałowania odkrycie, że ci ludzie, ci biedni, bladzi, sztetlowi ludzie z ich zacofanymi, tajemniczymi tradycjami, nie byli w pełni ludźmi. Należeli do niższej rasy i – niestety – nic nie można było na to poradzić. Ale potem – do cholery – Cyklon-B, i być rasistą w stosunku do Żydów nie było już tak łatwo. Bo to by było za nazistowskie. Przez kilka lat nieżydowski świat podziwiał (w pewnym sensie) Żydów. Kiedy zabiedzeni tułali się po wojnie. Ale nagle – co się dzieje? – w 1947 powstaje Izrael i przekształca się w racjonalizację nowego antysemityzmu. Dziś dobry postępowiec nie nienawidzi Żydów jako Żydów lub podrzędnych rasowo, ale jako kolonizatorów Czarnych. Przedstawicieli nowego apartheidu. Ten Żyd jest tylko realną wersją biało-nacjonalistycznej wersji Żyda. Zamiast narzucać swoją wolę potajemnie, na wzór mędrców Syjonu, uciska otwarcie, w mundurze IDF, z automatycznym karabinem wycelowanym w głowę Palestyńczyka. Jest wszechpotężny, ale zamiast swojej białej siły, tak jak biały nacjonalista to rozumie, on ucieleśnia białość. Patrząc przez pryzmat nowego radykalizmu, antysemityzm jest naprawdę antykolonializmem, a antykolonializm jest naprawdę antyrasizmem w swojej najczystszej formie. Co oznacza, że nie może być antysemityzmem, a jeśli mówisz, że nim jest, to jesteś anty-antyrasistą. Co jest najgorszą rzeczą, jaka można być.
Żadna z tych kwestii nie była przedmiotem debaty. Nowy radykalizm miał intelektualny połysk – krytyczną teorię rasy, wielowarstwowość, lewicową tożsamość – ale to była tylko politura, która miała nadać całemu projektowi charakter i gołosłowną powagę. Były intrygujące aspekty tego charakteru – na przykład krytyka Derricka Bella dotycząca Ruchu Praw Obywatelskich i sposoby, w jakie te krytyki przecinają się z Foucaulta rozumieniem władzy. Ale nowy radykalizm nie ograniczał się do uniwersytetu. On przeniknął w różnym stopniu do większości głównych instytucji amerykańskich, w tym do Partii Demokratycznej, biurokracji federalnej i stanowej, środków masowego przekazu, Hollywood, Silicon Valley i setek pozornie staromodnych korporacji międzynarodowych, i zakrzepł w zestaw religijnych wierzenia – w dogmat. Nie była to debata filozoficzna, uniwersytecka czy szkoła myślenia. To było masowe myślenie grupowe, które miało swój własny język, swoje rytuały i, oczywiście, obracało się wokół kilku podstawowych przekonań. Obejmowały one założenie, że systemowy rasizm jest wszechobecny i że był podtrzymywany przez wyjątkowo nikczemną „białość” i że nie ma znaczenia, jak poprawny lub moralny może być jakikolwiek konkretny biały człowiek, ponieważ wszyscy biali ludzie korzystali z tego samego rasistowskiego systemu, któremu niby się sprzeciwiali, ale tak naprawdę nie chcieli go zlikwidować. Obrońcy Prawdy musieli wyczuć, że dogmat nie może trwać w nieskończoność. Bo jest pod stałą obserwacją. Dzieje się tak nawet w stosunkowo zniewolonych społeczeństwach, a szczególnie w kraju takim jak Stany Zjednoczone. Aby ograniczyć tę analizę, ci Przebudzeni powiedzieli nam, że obserwatorzy byli rasistami, i powtórzyli to wielokrotnie i ogłuszającym głosem w swoich mediach społecznościowych. Kim jeszcze mogłyby być te wyrzutki? Z pewnością nie można być zwolennikiem wiary, kwestionując, nie mówiąc już o odrzuceniu, któregokolwiek z głównych założeń tej wiary. Tym, którzy kwestionowali zarzuty rasizmu skierowane przeciwko pytającym, powiedziano, że wolność słowa jest przywilejem białych, czymś, o co dbać mogą tylko beneficjenci systemowego rasizmu. Powiedziano im, że oni też są rasistami. Wkrótce nikt nie chciał być kojarzony z wątpiącymi, czy kwestionującymi krytyków wątpiących. Wkrótce nikt nie chciał mówić ani opublikować niczego, co mogłoby być postrzegane jako rasistowskie lub zbliżone do rasizmu, lub po prostu niewystarczająco antyrasistowskie: Skąd naprawdę możemy wiedzieć, co miliony ludzi myślą o kolorze skóry innych ludzi? Czy różne odpowiedzi są rzeczywiście dowodem na systemowy rasizm? Dyskurs zmienił się w wielką, nudną mieszaniną dobra i zła. Niuansowanie stało się był rasizmem. Wszystko poza parametrami nowego radykalizmu było rasistowskie. Niewielu wyszło poza te parametry. To byłoby niedobre dla czyjegoś wizerunku.
W ten sposób ta wieloaspektowa nienawiść – nienawiść do liberalizmu, pluralizmu, kapitalizmu, wiedzy, sztuki, innowacji – utrzymywała się i podtrzymywała. Od lat kręci się to wokół uniwersytetów, ale teraz przerzuciło się na inne pola, na duże miasta, gabinety szefów i wewnętrzne sanktuaria tego, co kiedyś nazywano Społeczeństwem.
Tym starym, którzy trzymają się władzy, brakuje odwagi i hartu ducha dawnych strażników porządku, by się temu przeciwstawić. Nie chodzi tylko o to, że oni boją się młodych. Oni nie wiedzą, kim mają być, jaka jest lub nie jest ich rola. Można wyczuć, że się wyrzekli przeszłości i wierzą, że nie mają żadnych obowiązków wobec przyszłości. Martwią się tylko o swoje wpływy. Brakuje im solidności i rezerwy, której można by było sobie życzyć. Są prymitywni, a ich prostactwo czyni z ich niepozornych, mało efektywnych i miernych.
Myśl końcowa: Ci Przebudzeni rzadko, jeśli w ogóle, bronią szczegółów swoich zbrodni przeciwko przyzwoitości i uczciwości. Oni je uspołeczniają. Przedstawiają swój motłoch i swoje oszczerstwa jako konieczne kanonady w historycznej walce z niesprawiedliwością. Robią to, ponieważ nie można usprawiedliwić dyskryminacji kogokolwiek na podstawie ich niezmiennych cech, a oni o tym wiedzą i każdy, kto milczy, wie o tym. Robią to, ponieważ są radykałami. Nihilistami. Chcą zniszczenia. Poprzednicy, ludzie, których zadaniem było zabezpieczenie, że ta głupota nigdy się nie wydarzy, są do niczego. Potrzebni są nowi starzy – nowi solidni, twardzi, nieznośni ludzie przesiąknięci mądrością i wizjami, tacy, jacy byli wcześniej, ci, którzy nie są dobrzy na Twitterze, ci, którzy nie mają pojęcia, co to znaczy sygnalizować lub „pojmować atmosferę”, którzy powiedzą, co trzeba powiedzieć, czyli: „Dosyć – tak się nie robi”.

Peter Savodnik

https://peter-41908.medium.com/a-m%C3%B6bius-strip-of-hate-7581e6290be4

Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s