Collage
…….
Gene Gutowski: OD HOLOCAUSTU DO HOLLYWOOD
Rozwścieczony tłum, złożony głównie z Ukraińców, noszących na rękach niebiesko-żółte opaski, nadal wyładowywał furię na bezbronnych kobietach i mężczyznach, bijąc ich metalowymi prętami i siekierami. Niemieccy żołnierze i esesmani biernie śledzili przebieg wydarzeń. Wszędzie leżały zakrwawione ciała rannych, zabitych i umierających. (…) Widziałem mężczyzn, głównie ortodoksyjnych Żydów z brodami i pejsami, zasłaniających głowy rękami, aby uchronić je przed ciosami. Widziałem młode matki usiłujące osłonić martwe już ciała dzieci. Tłum rozwścieczonych morderców wykrzykiwał wulgarne obelgi, powtarzane przez zachwyconych widzów. (…)
Kiedy zrelacjonowałem przebieg rzezi, dziadek wdał się w ożywioną dyskusję z synami – moim ojcem i jego bratem Bronisławem. Wszyscy trzej byli wielokrotnie odznaczonymi oficerami armii austriackiej podczas pierwszej wojny światowej. Uważali, że zapewnia im to całkowite bezpieczeństwo. Widywali też już w takich czy innych okolicznościach zbiorowe akty przemocy, wymierzone przeciw niższym warstwom żydowskiej społeczności, złożonej głównie z ortodoksyjnych Żydów. Ponieważ wielu niewykształconych Ukraińców i Polaków uważało ich za obcych tak pod względem wyznaniowym, jak i kulturowym, w tej części Polski dochodziło często do pogromów. W opinii krewnych właśnie „ci” Żydzi prowokowali gniew i morderczy amok tłumu. Twierdzili, że zawsze tak było i że nas to nie dotyczy – rodzina posiada głębokie polskie i austriackie korzenie, jej członkowie nie należą do żadnej żydowskiej gminy, nie modlą się, nie praktykują i nie obchodzą świąt. Pod względem kulturowym i materialnym stoimy znacznie wyżej niż żydowska biedota, z którą nigdy się nie identyfikowaliśmy.
Choć może się to teraz wydać dziwne, uświadomiłem sobie wówczas, że moja rodzina jest w gruncie rzeczy antysemicka. Wkrótce zaś miało się okazać, jak dalece błędna była to postawa i filozofia.
…….
Jakub Szepetyński: DRABINA JAKUBOWA
Każdego dnia dodawano coraz to nowe zakazy. I tak: zakazane było Żydom chodzenie po chodniku, mogli chodzić jedynie jezdnią. Jeżeli napotkało się Niemca, należało zdjąć przed nim nakrycie głowy. Żydzi musieli nosić żółtą łatę, przyszytą z przodu i z tyłu ubrania.
Niewykonywanie tych poleceń było karane śmiercią. Wszystko to upokarzało, ale nie było sposobu, by temu zapobiec. Czuliśmy całkowitą bezsilność. Ludzie stracili wiarę w siebie oraz nadzieję. Pozostała tylko wielka rozpacz.
Żółte naszywki wycinaliśmy z kawałków płótna, a ceny żółtych materiałów wzrosły. Jednocześnie czułem się dumny z mojej łaty. Tak, jestem Żydem! Przed wojną w mieście mieszkało wielu zasymilowanych Żydów. Mówili tylko po polsku, nigdy nie chodzili do synagogi i w ogóle nie zachowywali się jak Żydzi. Nagle oni także musieli nosić żółte łaty. Była to taka mała satysfakcja.
…….
Artur Sandauer: URYWKI Z PAMIĘTNIKÓW MIECZYSŁAWA ROSENZWEIGA (PARABIOGRAFIA)
Opowiadał mi o tym gettowy milicjant – jeden z tych, którzy eskortowali wziętych w akcji więźniów na dworzec. Czekali na pociąg długo – może parę godzin – na ogrodzonym placu, gdzie dawniej trzymano przeznaczone do transportu bydło. Osobno stali zbici w ciasną gromadkę chałaciarze, osobno inteligencja – lekarze, mecenasi. Spotykali się dawniej tylko raz do roku, w okresie świąt jesiennych, kiedy to panowie z Rynku, w swych cylindrach i czarnych garniturach, schodzili na Blich do Wielkiej Synagogi; toteż i teraz obie grupy trzymały się oddzielnie. W pewnej chwili z wnętrza czarnego tłumu dobył się śpiew: to chasydzi, narzuciwszy tałesy i zwróciwszy się we wschodnią stronę, zaczęli odmawiać Szma Isroel. Na głos ten panowie z Rynku zmieszali się jakby i zawahali, po czym nieśmiało i wstydliwie – pojedynczo – zaczęli podchodzić do tamtych; podczas gdy lokomotywa gwiżdżąc manewrowała na torach, cały plac napełnił się przemieszaną z płaczem modlitwą.
Tylko jeden człowiek – opowiadał milicjant – nie wziął w niej udziału, lecz stał na uboczu, patrząc suchymi oczyma na ciemniejące za drutami miasteczko. „Może mi się przywidziało – mówił – ale miałem w pewnej chwili wrażenie, że się uśmiecha. Wydało mi się to tak nieprawdopodobne, że podszedłem, aby sprawdzić. Tymczasem jednak doczepiono lokomotywę i rozpoczął się załadunek”.
