Podczas wczorajszej rozprawy sądowej Grzegorz Braun uzasadniał zgaszenie świec chanukowych w Sejmie.
Jego koronnym argumentem była teza, że występował przeciwko (rzekomemu) rasizmowi Chanuki.
Powiedział:
„Talmudyści celebrują wspomnienie wydarzeń opisanych w Księgach Machabejskich jako akt triumfu rasistowskiego, triumfu Żydów nad nie-Żydami.”
Oczywiście, każdy kto ma świadomość, jakie wydarzenia historyczne upamiętnia Chanuka, wie, że to nieprawda. Nie ma tu żadnej celebracji rasizmu. Nie ma tu w ogóle żadnego rasizmu.
Zresztą ten argument o rasizmie obalił nikt inny, tylko sam Braun i to dosłownie kilkanaście sekund później.
Wyjaśniając, jakie wydarzenia upamiętnia Chanuka, powiedział:
„Chodzi o pogrom zhellenizowanych Żydów, którego dokonują prawowierni Machabeusze i ich stronnicy.”
Zaraz, zaraz!
Przecież miał być „rasistowski triumf Żydów nad nie-Żydami”!
Zhellenizowani Żydzi to, oczywiście, Żydzi. Zhellenizowani czyli „zgreczali” (Hellada=Grecja).
Machabeusze to również Żydzi – religijni tradycjonaliści.
Ich stronnicy – to także Żydzi, którzy przyłączyli się do powstania.
I gdzie tu rasizm?
Gdyby tu miałby być rasizm, to ofiarą „pogromu” musieliby paść ludzie innej rasy i to ta ich inna rasa musiałaby być powodem pogromu.
A tu sami Żydzi.
Tak. To była walka Żydów z Żydami. Religijnych Żydów z odstępcami od wiary, którzy przyjmowali wierzenia greckie.
Oczywiście, Machabeusze walczyli także z okupantami greckimi, czyli Grekami.
Ale zarzucanie im z tego powodu rasizmu byłoby równie absurdalne jak zarzucanie powstańcom warszawskim 1944 roku, że wystąpili przeciw okupantom niemieckim z pobudek rasistowskich.
Tak oto Grzegorz Braun sam, własnymi słowami udowodnił, że jego główna teza – o rzekomej celebracji triumfu rasizmu – opiera się na kłamstwie.
Paweł Jędrzejewski
24 lutego 2026
