PASSING THROUGH (ŻYDOWSKI TRUBADUR)

W ramach festiwalu filmów żydowskich w Kopenhadze poszedłem na projekcję filmu „Bird on a Wire”. W zasadzie film był bardziej związany z wystawą „Leonard Cohen: A Crack in Everything”. Jak to ładnie ujęła rabin Rebecca Lillian we wstępie do projekcji, nie ma na świecie rzeczy idealnych; wszystko jest obarczone jakimś błędem, a nasze próby naprawy albo pogarszają rzeczywistość, albo w najlepszym przypadku zostawiają ukrytą skazę. Jako że idealnym może być tylko Najwyższy.
To ona uzmysłowiła mi, że słuchanie Cohena to wielostopniowa rakieta. Że teksty Cohena można czytać tak jak Talmud czytają talmudyści. Na początku są tylko słowa, które składają się w zdania, z bezpośrednim sensem tekstu. Ale dopiero po zagłębieniu się w sam tekst, jeżeli się jest bardzo cierpliwym i upartym, można tam znaleźć to, o co naprawdę chodziło. Bo Cohen, tak naprawdę, jest bardzo żydowski.
Na projekcję przyszedłem zupełnie nieprzygotowany. Co ja wiedziałem o Cohenie? Prawie nic. A jedyna jego piosenka, która znalem to „Dance me to the End of Love”. Na dodatek w wersji angielsko-żydowskiej. I w ogóle nieśpiewanej przez Cohena!
Znawcą Talmudu nie jestem. Nie mogę też powiedzieć, że jestem religijny. Ale po tym wspomnianym wstępie postanowiłem popatrzeć na Cohena innymi oczami i próbować znaleźć w jego utworach judaistyczną głębię.
Sama projekcja to film dokumentarny z jego europejskiego turné w 1972 roku. Z jego komentarzami, problemami służby porządkowej i zawodnością aparatury dźwiękowej. Ale także z kontaktem z publicznością, która była na pewno o wiele lepiej przygotowana na teksty Cohena niż ja. W Jerozolimie wyglądało na to, że Cohen w zasadzie nie musiał w ogóle śpiewać. Publika była gotowa sama śpiewać, bo prawie wszyscy znali teksty na pamięć.
A ja słuchałem Cohena. Co usłyszałem? 

Oczywiście „Dance Me to the End of Love”. Ale tym razem słuchając:
„Dance me to your beauty with a burning violin
Dance me through the panic till I’m gathered safety in
Lift me like an olive branch and be my homeward dove
Dance me to the end of love”
(Wytańcz swoje piękno
Dźwięk skrzypiec płonie w nim
Przed panicznym lękiem
Chroń mnie tańcem swym
Unieś mnie jak liść oliwny
Gołąb niesie gdzieś
Wytańcz po miłości kres)

słyszałem Cohena komentarz o orkiestrze obozowej, której Niemcy kazali grać, w czasie gdy ludzie szli do gazu.

I „The Story of Isaac”, gdzie zwrotki:
„And if you call me brother now,
forgive me if I inquire,
just according to whose plan?
When it all comes down to dust
I will help you if I must,
I will kill you if I can”.
(Gdy mnie zowiesz bratem swym
Wybacz, spytam co jest w tym
Kiedy ogień już się tli
Będę mógł, pomogę ci
Będę musiał, pójdziesz w dym)

przypomniały mi, nie wiem czemu to, co się działo w Polsce w czasie okupacji.

I „Who by Fire”, gdzie:
And who by fire, who by water
Who in the sunshine, who in the night time
Who by high ordeal, who by common trial
Who in your merry merry month of May
Who by very slow decay
And who shall I say is calling?”
(Kto w płomieniach, kto w odmętach
W blasku słońca, czy w ciemnościach
Kto wyzionie w pięknym maju,
Kto w powolnym umieraniu
Księga Śmierci to nazywa
A jak nazwać kto nas wzywa?)

to parafraza modlitwy „Unetanneh Tokef”, którą Cohen jako mały chłopiec słyszał w synagodze w Jom Kipur, mówiącej o Najwyższym, który decyduje o losie każdego stworzenia w nadchodzącym roku; kto będzie żył, a kto umrze. I zarazem bunt: kto ma prawo nas osądzać.

I „Bird on the Wire”, gdzie ciąg do wolności robi nas niewolnikami naszych czynów, które niekoniecznie stoją w parze z zamiarami:
„Like a bird on the wire,
Like a drunk in a midnight choir
I have tried in my way to be free”.
(Jak ptak w klatce; wzlot niezdolny
Chciałem być w swój sposób wolny).

I można by było tak dalej. Ale wszystko ma swój kres. Nie ma już Cohena wśród nas. Zostały tylko słowa jego pieśni, które będą nam brzmieć długo w uszach.
Jego epitafium? Dziwnym trafem z piosenki, której on sam nie napisał, ale miał w swoim repertuarze:
„Passing through, passing through.
Sometimes happy, sometimes blue,
glad that I ran into you.
Tell the people that you saw me passing through”.
(Dzisiaj tu a jutro tam
Tak po drodze było nam
Szczęście tylko złudą snu
Bo na chwilkę, tylko chwilkę jesteś tu).

PS. Maciej Zembaty pewnie by mi wybaczył wprowadzone dla utrzymania nastroju poprawki w zamieszczonych tu fragmentach jego świetnej polskiej wersji utworów Cohena.

Alex Wieseltier
Luty 2020

Fotografia nad tytułem: autor – Baggio https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Leonard_Cohen.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s