Trzy historie

Oto historie, o których pisałam na FB, a które wg człowieka, pochodzącego z tamtych stron, są prawdziwe. Znajdują się one w książce „Tam, gdzie kwitły bzy i jaśminy” Teresy Słabczyńskiej. Autorka napisała książkę o życiu ludzi w dwóch miejscowościach na wschodzie Polski, miasteczku Nogalin oraz pobliskiej wsi Janówce i opisała perypetie jej mieszkańców, między innymi z czasów wojny. Zmieniła tylko nazwy miejscowości i nazwiska, nie wiem, czy Żydów też. Dodam jeszcze, że miejscowości te były wielowyznaniowe, była synagoga, kościół, cerkiew.

Beata Krygier-Rybarczyk

Oto te historie:

1.  Esterka i Abramek Urman.

Była to trzecia okupacyjna zima, sroższa niż inne. Od tęgich mrozów pękały drzewa, śniegi zalegały na polach, dachach chałup, wiejskich drogach (…), Wiadomo już było, że Niemcy wywożą Żydów do obozów w Sobiborze, Bełżcu, Majdanku. Właśnie w taką mroźną noc stanęła przed chatą Kazika i Hanki Estera Urman z około 11-letnim bratem Abramkiem.  Zmarznięci, okutani w łachmany i przerażeni. Kazik bez słowa ich wpuścił do swojej jednoizbowej chaty. Jego żona Hanka załamywała ręce, lamentowała, że mają dwoje maleńkich dzieci, że wszystkich ich wybiją, ale mąż kazał zamilknąć i obiecał Esterze, że przetrzyma ich chociaż przez czas największych mrozów. Znał ją od dziecka, bo jej rodzina również mieszkała w tej miejscowości. Estera z bratem przeżyła spokojnie w chacie Hanki i Kazika 6 tygodni. Dzielili się nią i jej bratem wszystkim co mieli, na noc Estera spała na sienniku rozłożonym na klepisku, a jej brat na zapiecku. W dzień siennik chowała, gdyby ktoś obcy się zaczął kręcić. Ludzie z Janówki wiedzieli, że przechowują Żydów i w sumie dziękowali Bogu, że to nie im przyszło dokonywać wyboru, czy pomóc, bo ryzykowało się życiem. Pewnej nocy w lutym 1942 rozszczekały się psy w całej wiosce, jednocześnie ktoś zaczął walić w okienko Kazika krzycząc, że idą Niemcy. Po chwili rzeczywiście było słychać Niemców, jak otaczają chałupę. Nie było czasu chować siennika, więc Hanka szybko z łóżka w którym spała przełożyła na siennik swoje dzieci. Abramek schował się do obórki, która była połączona z chałupą i ukrył pod koński żłób, Estera natomiast po drabinie uciekła na mały stryszek, gdzie przechowywano siano i schowała się pod snopkami. Hanka była pewna, że wszyscy zginą i zaczęła się modlić. Po wejściu Niemców, Kazik za opieszałość dostał pięścią w twarz i jeszcze kolbą w klatkę piersiową. Hanka osunęła się na siennik i przytulając do siebie rozpłakane dzieci, czekała na wyrok. Niemcy spytali, kto spał na sienniku, Hanka zachrypnięta od strachu odpowiedziała, że jej dzieci. Inny z Niemców poszedł do obórki, oświetlając ją latarką, nie zobaczył nic podejrzanego, ale dostrzegł również wejście na stryszek, kazał podać drabinę i wszedł na górę. Bagnetem kłuł snopki z sianem. Po chwili zszedł na dół, zamienił z resztą Niemców parę słów i odjechali. Estera została ukłuta bagnetem w udo, jednak nawet nie pisnęła, to oznaczałoby ich śmierć. Przeczekali do rana, Estera dostała ciepły kożuch Hanki, trochę chleba i masła i wraz z bratem opuściła ich dom, stwierdziła, że teraz to już za duże ryzyko. Było oczywiste, że ktoś doniósł, ale jednocześnie ktoś zaryzykował własne życie, żeby biegnąc po śniegu i zostawiając wyraźne ślady ostrzec ich przed Niemcami. Podobno Estera Urman przeżyła, mówił o tym Żyd Goldman,  inny nogaliński Żyd, który po wojnie przyjechał do miasteczka. Estera mieszkała w Izraelu i pełniła jakieś ważne funkcje, przeżył również jej brat Abramek, tylko oni ocaleli z licznej rodziny Urmanów. Nigdy jednak nie skontaktowała się z Hanką i jej mężem Kazikiem.

2. To opowiadanie będzie o Goldmanie nogalińskim Żydzie, bogatym kupcu, szanowanym przez mieszkańców. Był właścicielem dwóch piekarni, sklepu tekstylnego i pięknego domu w chrześcijańskiej części miasteczka. Na początku wojny Niemcy uczynili go szefem Judenratu, odpowiadał za powoływanie robotników przymusowych, za zbiórkę pieniędzy i kosztowności wśród Żydów. W czasie likwidacji getta znikł, Niemcy go wszędzie szukali, podobno miał z nimi jakieś rozliczenia. Kamień w wodę, wśród zabitych go nie było, uciec nie mógł, miasteczko było szczelnie otoczone. Jego dom był pod stałą obserwacją szpicli, jednak po Goldmanie ślad zaginął. Na początku wojny Goldman wywiózł z Nogalina żonę i dziecko, małą córkę, a sam został w miasteczku. Miał również dwóch dorosłych synów, z których jeden był adwokatem w Kielcach, a drugi aktorem w Warszawie. Przez wiele lat służącą u Goldmanów była mieszkanka pobliskiej wsi Janówka Bryczycha, nędzarka, wdowa z piątką dzieci, Za mieszkanie służyła jej zapadająca się lepianka przy mokradłach. Po wojnie w Nogalinie pojawił się Goldman, okazało się że mieszka w Izraelu, jest kimś ważnym we władzach, a po likwidacji getta ukrywał się u Bryczychy. Przetrwał tam w tej nędznej chacie 17 miesięcy i nikt się nie dowiedział. Dzieliła się z nim wszystkim, co miała. Niemcy nie interesowali się zupełnie tym miejscem, dom na mokradłach, gdzie mieszkała biedota nie wzbudzał podejrzeń, że może się ukrywać tam Goldman. Prawdziwy szok wśród mieszkańców wywołał fakt, że Goldman przedłożył w Urzędzie Gminy Nogalina akt własności swojego domu, który oficjalnie przekazał Janinie Brycz za to, że „narażając siebie i rodzinę, uratowała mu życie, ukrywając przed pewną śmiercią…” Bryczycha z nędzarki w jednej chwili stała się najbogatszą mieszkanką Nogalina.

3. Trzecia opowieść nie jest optymistyczna. W Nogalinie żył Żyd Mortke -sklepikarz i właściciel kamienicy. Na początku wojny ukrył się u swojego znajomego Bartkiewicza, przekazując mu w zamian znaczną sumę w dolarach, kosztowności i współudział w kamienicy. Bartkiewicz przechowywał go w komórce obok stajni należącej do swojego teścia, po czym wiosną 1941 roku poszedł na Gestapo i wskazał miejsce pobytu Żyda. Niemcy otoczyli zabudowania teścia, całą rodzinę wyrzucili przed dom, wywlekli również z komórki Mortke. Teścia postawili pod ścianą i zastrzelili, a Bartkiewiczowi kazali założyć pętlę zrobioną z grubego sznura na szyję Mortke i tak przejść przez całe miasteczko, na oczach przerażonych mieszkańców. Na krańcu miasteczka polecili Żydowi wykopać sobie grób i zastrzelili go, zaś Bartkiewiczowi kazali grób zakopać. Po wojnie Bartkiewicz wybudował okazały dom i zakupił miejsce w pierwszym rzędzie w kościele. Mogiła Mortke zarosła trawą i po jakimś czasie nikt już nie był w stanie wskazać, gdzie dokładnie go zabili. Pomnik Bartkiewicza na cmentarzu do dziś stoi z takim tekstem „Pokój jego duszy”.

Jedna myśl na temat “Trzy historie

  1. Trzy historie, jeden czas, i wszędzie śmierć. Żyjemy w pokoju, szczęści się nam , mamy bogactwo, rodzinę,, majątek duży, życie w dobrobycie. W jednej chwili , tylko życie jest bezcenne, a bez pomocy, nie mamy szans je zachować,
    Kiedy więc jest skórka za skórkę, nie ma żadnych uczuć, może przez pieniądze i podstępna chciwość. Sumienia martwe, zanim śmierć żniwo zbierze, stąd tyle dramatu ludzkiego. Myślę że jeśli nie ma się serca czułego, miłującego dobro, to człowiek łatwo wchodzi w sidła okrucieństwa nad drugim człowiekiem. Prawda a takich mija z daleka, będą zabijać bez sumienia. Dziś taka fala zalała Polską Kulturę, będzie dławić, zamykać, żądać. Mogą ciało zabić ale duszy, woli w sprawiedliwość a nade wszystko prawdy, miłości nie pokonają. Nie pokonają. Zło nigdy dobra nie pokona, prawda to prawo tak silne ze wszystkich pociągnie za sobą w sprawiedliwości. Trudna to próba, którą ludzkość w każdym czasie musi podjąć, ale warto, nie ma odwrotu.

    Polubienie

Odpowiedz na Małgorzata Martynowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s