Mademoiselle Coco – Michelle Marly

Isaak Bashevis Singer mawiał, że przypadek jest maską na twarzy przeznaczenia. Poza tym wszystko, co przydarza się w życiu jest po coś, także tragiczna śmierć ukochanego mężczyzny.

Gdyby Coco Chanel nie spotkała Arthura Capela, zwanego “Boyem” i nie zakochała się w nim szaleńczo, najprawdopodobniej nie powstałyby najsłynniejsze perfumy świata.

Gdyby nie śmierć jednego mężczyzny, być może nie poznałaby innego, który umożliwił jej realizację śmiałego planu. Perfumy carów i… carski kochanek. Brzmi jak bajka, a przecież zdarzyło się naprawdę.

Przedwojenna zachodnia Europa gościła rosyjskich uchodźców, nie byle jakich uchodźców – czystej krwi książąt i księżniczek z dynastii Romanowów. Dymitr był jednym z nich. Bez pieniędzy, za to z nazwiskiem i tytułem.

Bajecznie bogata kobieta z nizin społecznych i doszczętnie spłukany Wielki Książę Rosji… na dłuższą metę to nie mogło się udać. Poza tym tak właśnie wyglądało życie paryskiej bohemy, arystokracji, ludzi sukcesu – od kochanka do kochanka, od skandalu do skandalu, od chwilowego ożywienia po wieczne znudzenie.

Coco miała przynajmniej swoją pracę i ogrom nowych pomysłów. Uparcie tropiła pewien oszałamiający zapach, próbując odzyskać jego skład z chusteczki, którą został skropiony, a recepturę odnaleźć w kupionych w ciemno starych rosyjskich dokumentach.

“Wiem, że to, co najlepsze, zawsze musi mieć swoją cenę” – usłyszał od niej Ernest Beaux – twórca Chanel N°5. Stara formuła, nowoczesna nuta głowy, molekuły, skład niechcący wzbogacony przez przedozowanie…

Nazwa, butelka, logo… wszystko nieprzypadkowe, symboliczne, tajemnicze…

Oczywiście zdarzają się łatwe wielkie odkrycia, jednak częściej są efektem żmudnej pracy metodą prób i błędów, z łaskawym zwieńczeniem w formie efektu Eureki.

Poboczny, acz silnie wybrzmiewający wątek powieści, to upadek Imperium Rosyjskiego. Panował w nim wyzysk, a świetnie żyło się jedynie garstce uprzywilejowanych, jednak zaślepieni zemstą i skażeni prymitywizmem Sowieci niszczyli kraj, zdobycze kultury i sztuki – dla nich jedynie symbole burżujstwa. Głupota mas, zachłyśnięcie się władzą, odwet… wylewanie dziecka z kąpielą.

Przypadek-nie przypadek, głębszy sens tragicznych wydarzeń, precesja… Oto, z czym zostajemy po lekturze “Mademoiselle Coco”.

Na Wikipedii historia Chanel N°5 zamyka się w kilku zdaniach. Michelle Marly oferuje czytelnikowi fascynującą miłosno-biznesową powieść, którą snuje powoli i umiejętnie – tak, jak rozchodzi się zapach, odkrywając kolejne intrygujące nuty.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy.

Jedna myśl na temat “Mademoiselle Coco – Michelle Marly

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s