“To nie ma być historia stu fajnych kobiet z przeszłości”. Starannie wy(do)brane tytułowe przedmioty przeprowadzają czytelnika przez dzieje żeńskiej części ludzkości, rozumiane jako całokształt doświadczeń.
Autorka koncentruje uwagę na kobietach Zachodu, nie tracąc z pola widzenia innych kultur. Funduje podróż przez kraje i epoki, w imponującym przedziale czasowym (30000 r. p.n.e. – 2022).
Zwykle to liczba sto ogranicza książki o tego typu konstrukcji. Dlaczego zatem Annabelle Hirsch sięga po sto jeden przedmiotów? Sugeruje, że mogłoby być ich znacznie więcej, że dokonała subiektywnego wyboru, a do zaproponowanej przez nią listy każda kobieta może dodać coś od siebie.
Opowieść rozpoczyna zagojona kość udowa. Świadczy o tym, że komuś dane było przeżyć dzięki opiece i wsparciu innych, najpewniej kobiet. Autorka nie zamierza jednak karmić czytelnika stereotypami. Stawia śmiałą tezę, że postrzeganie odległej przeszłości niekoniecznie opiera się na wiedzy, raczej XIX-wiecznej patriarchalnej percepcji. Gdy trzeba było walczyć o przetrwanie, liczyli się wszyscy. Kobiety dobrze jadły, miały krzepę, polowały, a także tworzyły naskalne malowidła. Wszystko na równi z mężczyznami.
Książkę zamyka kępka włosów – odwieczny symbol kobiecości, w niektórych kręgach zakazany dla publicznego widoku. Ów “grzech” przypłaciła życiem Kurdyjka Jina Mahsa Amini, co wywołało falę protestów w Iranie, wspieraną gestami solidarności z całego świata.
Hasło “Kobiety, Życie, Wolność” nie traci na aktualności, także w tzw. cywilizowanych społeczeństwach, skoro seksista Donald Trump uważa, że “Z kobietami można zrobić wszystko.”
Konstrukcja “Historii kobiet…” pozwala na lekturę według różnych kluczy, np. symboli postępu (Ustawa Zasadnicza Republiki Federalnej Niemiec, pigułka antykoncepcyjna, wibrator, kubeczek menstruacyjny), symboli buntu (pussyhat, kępka włosów), przedmiotów osobistych (pieczęć Madame de Pompadour, długopis Grety Garbo, broszka Hannah Arendt, pierścionek Kim Kardashian). Każdemu obiektowi poświęcony jest jeden krótki, zamknięty rozdział, można zatem czytać wybiórczo, losując niespodziankę do porannej kawy lub popołudniowego kieliszka wina.
Widzę sens powstania drugiej części “Historii kobiet…” Może za kolejne sto (a może sto jeden) lat? Jakie przedmioty wybierze kontynuatorka (a może kontynuator) dzieła Annabelle Hirsch? Jak bardzo (a może wcale) zmieni się wówczas perspektywa i narracja herstoryczna?
Na razie cieszmy się mądrze feministyczną lekturą w niebanalnej formie, przyglądajmy towarzyszącym jej emocjom (z dumą na czele), a z przemyśleń wyciągajmy jak najlepsze dla kobiet i świata wnioski.
Aleksandra Buchaniec-Bartczak
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa słowo/obraz terytoria.

