Wirus zidiocenia

Wirus zidiocenia, czyli CSI: Hummus.
Oskarżony: Chrupek.

Nie będę udowadniać, że bojkot Izraela jest głupi. Po co? Wystarczy przyjrzeć się jego konsekwencji — a właściwie jej kompletnemu brakowi. Bo kiedy spróbować zastosować logikę tego bojkotu naprawdę konsekwentnie, zaczyna ona przypominać satyrę.
Świat dostał nowej obsesji: tropienia Izraela. Nie rządu, nie armii, ale Izraela jako takiego. W artyście, festiwalu, firmie, udziałowcu firmy, udziałowcu udziałowca, kodzie kreskowym, chrupku, a za chwilę zapewne również w okruszku po chrupku. Genealogia znowu jest w modzie. Tym razem zamiast drzewa przodków sprawdzamy, czy pradziadek udziałowca firmy przypadkiem nie podał ręki Izraelczykowi.

Na Brooklynie członkowie Park Slope Food Coop przez lata spierali się o bojkot izraelskich produktów, aż w 2026 roku niemal siedem tysięcy dorosłych ludzi wzięło udział w głosowaniu nad ich usunięciem. Chodziło o mniej więcej tuzin produktów, wśród nich Bambę — izraelskie chrupki kukurydziane z masłem orzechowym, na których wychowało się pół Izraela. Brooklyn i Wielka Wojna o Bambę. Bliski Wschód nie doczekał się jeszcze pokoju, ale przynajmniej Bamba zniknęła z półki na Brooklynie. Norymberga dla przekąsek.

I to dopiero rozgrzewka. CSI: Hummus rozpoczyna dochodzenie — tu każdy ogórek jest przesłuchiwany. Zaczęło się tropienie izraelskich produktów na sklepowych półkach za pomocą kodów kreskowych. Broń: kod kreskowy. Podejrzany: prefiks 729. „729! Mam cię, syjonisto!”. Pojawiły się nawet opowieści, że przebiegli Izraelczycy zmieniają kody, żeby ukryć swoje produkty przed bojkotem. Mały problem: sam prefiks GS1 nie oznacza automatycznie kraju produkcji. A pomidor patrzy i nie wie, w co został wplątany. Ma tylko trzy dni do terminu ważności.

Myśleliście, że kody kreskowe to już szczyt? Otóż nie. Kiedy wydawało się, że osiągnęliśmy granice absurdu, okazało się, że granica właśnie się przesunęła. Oto narodziła się izraelskość przenoszona przez kontakt.
Przykład? Festiwal Sónar w Barcelonie został objęty bojkotem przez część artystów z powodu jego właściciela, funduszu KKR. KKR miał inwestycję w Axel Springer, Axel Springer posiada izraelski serwis Yad2, a w Yad2 miały pojawiać się ogłoszenia nieruchomości z Zachodniego Brzegu. Nadążacie? Bo ja przy trzecim stopniu pokrewieństwa zaczynam już potrzebować drzewa genealogicznego. CSI: Hummus — śledztwo zatacza coraz szersze kręgi.
To właśnie genealogia winy dla przedszkolaków: „Bawiłeś się z nim, więc ja już nie bawię się z tobą. A z tobą też nie, bo bawiłeś się z tym, który bawił się z nim”. Tyle że w piaskownicy siedzą dziś dorośli ludzie, artyści, uniwersytety, wielkie instytucje, festiwale i politycy.

Czasami ideologiczny test czystości staje się tak dokładny, że zaczyna odrzucać nawet własnych sojuszników. W 2026 roku izraelski reżyser Nadav Lapid — znany z bardzo ostrej krytyki izraelskiego rządu i, tak na marginesie, moim zdaniem paskudny typ — znalazł się w centrum bojkotu festiwalu w Marsylii. Część filmowców zaczęła wycofywać swoje filmy między innymi z powodu jego obecności w jury oraz związków jego filmu z Israel Film Fund. Lapid ostatecznie sam się wycofał. Wniosek? Żeby krytykować Izrael, najpierw musisz przestać być Izraelczykiem.

Potem mamy Boy George’a. Nagrał „We Will Dance Again”, utwór poświęcony pamięci ofiar masakry na festiwalu Nova. Pojawiły się protesty, oskarżenia i awantura, a artysta ostatecznie wycofał się z londyńskiej produkcji „Jesus Christ Superstar”, gdy spór wokół piosenki zaczął przesłaniać sam spektakl. Czyli pamięć o zamordowanych też musi najpierw przejść przez filtr geopolityczny i dostać odpowiednią pieczątkę.

Jedziemy dalej. Jonny Greenwood współpracuje z izraelskim muzykiem Dudu Tassą? Skażenie. Izraelski festiwal filmowy? Skażenie. Microsoft? Skażenie. Xbox? Skażenie. Intel? Skażenie. BDS wezwał nawet do bojkotu komputerów wyposażonych w procesory Intela z powodu działalności firmy w Izraelu. CSI: Hummus — podejrzani są już wszyscy.

I tutaj robi się naprawdę pięknie, bo ludzie zupełnie serio pytają w internecie: „Jaki komputer kupić, żeby nie wspierać Izraela?”. Żeby to sprawdzić, już potrzebują komputera, żeby wejść do internetu i znaleźć komputer, na którym będą mogli dalej bojkotować technologie związane z Izraelem. Serio? Czy leci z nami pilot?
Ale spokojnie, jest rozwiązanie: aplikacja No Thanks! Stoisz więc w sklepie ze smartfonem w ręku i skanujesz hummus, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma związku z Izraelem, a smartfon, który trzymasz w ręce, powstał w globalnym ekosystemie technologicznym, w którym izraelskie R&D od dziesięcioleci odgrywa znaczącą rolę. Ironia zaczyna robić się naprawdę wymagająca.

A nawigacja? Waze powstało w Izraelu, więc usuwamy. Zostaje Google. Tylko Google również ma centra R&D w Izraelu. Usuwamy. To co zostaje? Trzeba znaleźć alternatywę. Gdzie? W Google.

I tu odjeżdża ostatni pociąg!
Zaczęliśmy od Bamby, potem był hummus, pomidor z podejrzanym kodem 729, artysta współpracujący z Izraelczykiem, festiwal należący do funduszu powiązanego z firmą powiązaną z izraelską firmą, a w końcu komputer, telefon, procesor i wyszukiwarka. Jeszcze trochę i będziemy sprawdzać, czy inżynier z Hajfy nie dotykał kodu w naszym czajniku, zanim odważymy się zagotować wodę na herbatę. Można oczywiście dalej urządzać tę wielką światową zabawę w „kto dotknął Izraelczyka”. Tylko bądźmy konsekwentni. Bo jeśli zaczynamy tropić izraelskość, to nie zatrzymujmy się akurat tam, gdzie konsekwencja zaczyna być niewygodna.

A teraz już na poważnie. Dzisiejszy świat jest tak głęboko spleciony technologicznie, naukowo i gospodarczo, że konsekwentne „usunięcie Izraela” z własnego życia jest zwyczajnie niewykonalne. Izraelskie firmy, technologie i badania są obecne między innymi w informatyce, cyberbezpieczeństwie, elektronice, medycynie i farmacji. Można z wielkim namaszczeniem odstawić z półki hummus, sprawdzić kod kreskowy pomidora i skasować Waze, ale nie da się równie łatwo wyciąć z globalnej gospodarki dziesięcioleci badań, patentów, technologii i współpracy.
Dlatego znaczna część tej demonstracyjnej „czystości” pozostaje właśnie tym — teatrzykiem dla ubogich. Można urządzać polowania na izraelskie chrupki i kolejne stopnie „skażenia”, podczas gdy świat nadal korzysta z izraelskiej wiedzy, technologii i innowacji wszędzie tam, gdzie są potrzebne.
Można więc dalej bojkotować Izrael. Do ostatniego procesora, algorytmu i kodu kreskowego. Tylko najpierw znajdźcie urządzenie, na którym sprawdzicie, jak to zrobić.A jeśli się nie uda? Zawsze zostaje Bamba.

Pokój na Bliskim Wschodzie może poczekać. Mamy ważniejsze sprawy.

Benita Noemi Shmider

Dodaj komentarz