Taaaaa – „Proszę pani, ja zamawiałem tęsknotę za Żydem. Nikt mi nie powiedział, że Żyd będzie żywy i będzie miał własne państwo i własne zdanie!”
I tu chyba leży cały problem z pustym krzesłem u Betlejewskiego. Łatwo je postawić. Ono nie dyskutuje, nie protestuje, nie ma poglądów. Idealny partner do tęsknoty.
Bo są dwa pakiety empatii: podstawowy i premium. Podstawowy jest tani. Zwłaszcza gdy akurat jest trendy. A w czasie, kiedy Betlejewski robił instalacje o „tęsknocie za Żydem”, bycie Żydem było trendy. Co piąty doszukiwał się korzeni, co drugi uważał, że rodzinie należy się co najmniej drzewko w Yad Vashem, a jeszcze inni koniecznie chcieli mieć w gronie znajomych własnego Żyda. Nikt złego słowa nie powie, wszyscy przytakną i zrobią zdjęcie.
Za to pakiet premium jest drogi. Wymaga wysiłku, żeby iść pod prąd. Wymaga, żeby stanąć przy żywych, gdy ich prawo do życia koliduje z modną narracją. A teraz modna jest tylko jedna narracja. Proizraelska się nie sprzedaje. A ponieważ pan Betlejewski lubi być trendy, właśnie tutaj zapala mu się czerwona lampka: co to, to nie! Od 7.10 zamiast potwierdzenia deklarowanej przez lata przyjaźni, zamiast prostego „jestem z wami, to nie był performance”, słyszymy: „wstyd, zbrodnia, ludobójstwo”. Ale na tym się nie kończy. Kiedy Albanese jedzie po Izraelu i ściąga na siebie zarzuty o antysemityzm nawet ze strony zachodnich rządów, Betlejewski bohatersko nadstawia własną pierś i staje w jej obronie.
Najwyraźniej pakiet premium nie obejmuje Żydów żywych.
Benita Noemi Shmider
