Jom Kipur w Kopenhadze

Nie jestem religijny, ale jak na starego Żyda przystało, wybrałem się do synagogi na Kol nidre, tak jak to robili moi rodzice.
Dlaczego nie zdziwił mnie widok zablokowanego odcinka ulicy i uzbrojeni policjanci, stojący po obu stronach wejścia do synagogi?
No tak. Od czasu bar micwy mojego bratanka, kiedy do synagogi można było wejść prosto z ulicy, nie tłumacząc się „bramkarzowi”, po co tam idziesz, minęło więcej niż ćwierć wieku.
Kol nidre wyznaczone było na 18:10, więc przebierałem niecierpliwie nogami czekając na Ankę i jej syna. Ona, oczywiście, musiała się spóźnić, a Joel znalazł mnie dopiero w synagodze. I oczywiście nikt się nie spóźnił. Oni pamiętali, a ja zupełnie zapomniałem, że u Żydów kwadrans akademicki to normalnie trzy kwadranse. Jak to mówią Bóg nierychliwy i wygląda na to, że jego ludek tak samo…
To można było także zobaczyć w synagodze. O oznaczonej godzinie sala była prawie pusta. Pulpity były zapełnione tylko w pierwszych trzech rzędach. Reszta sali świeciła pustką, jeżeli nie liczyć trochę ludzi kręcących się za ławkami i oczywiście przedstawicielek płci przeciwnej, które w dalszym ciągu mogą obserwować nabożeństwo z balkonu.
Z rozpoczęciem trzeciego kwadransa pulpity były zapełnione prawie do ostatniego miejsca. Takiej koncentracji Żydów (i Żydówek) w jednym miejscu w Kopenhadze nigdy jeszcze nie widziałem. I w jakiś sposób człowiek zaczyna się czuć integralną częścią tego zgromadzenia. I ludzie, całkiem sobie obcy na co dzień, witają się i składają życzenia.
I mnie się udzielił nastrój oczekiwania. Pora na Kol nidre. Urzędujący kantor potwierdza tylko znaną prawdę, że dobre chęci to nie wszystko i że brak głosu nie daje się ukryć. Nie wiem czemu przypomniał mi się Canin i jego Josl trykotażnik odmawiający Kol nidre na dwa takty, dzielnie wspomagany przez pomocników.
Tylko jeden raz nastrój sięgnął szczytu. Tylko jeden raz sala zagłuszyła minian wspomagający kantora, dołączając się do słów modlitwy. Tylko jeden raz Kol nidre zabrzmiało jak za czasów, których ja nie pamiętam, a które zawsze były w pamięci moich rodziców. Tylko jeden raz oczami moje duszy widziałem moją matkę, moich ojców, mojego brata, moją ciotkę, mojego wuja i wszystkich tych, których znałem, a którzy opuścili ten padół. I ten jeden raz nadał temu zgromadzeniu sens i znaczenie.
Patrząc na zgromadzenie, odnosi się wrażenie, że tradycje kultywowane są przez stare pokolenie. Jednak ta latająca w koło w trakcie Kol nidre czterolatka, machająca rączką swojej matce, siedzącej na balkonie, te dwie nastolatki, na sali i ta młodzież, która po Kol nidre zajęła się czymś innym w znajdującej się obok sali teatralnej, to przyszłość.
Jak długo jest życie tak długo jest nadzieja.

Alex Wiesentier

Fot. Synagoga w Kopenhadze, JERRYE & ROY KLOTZ MD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s