Najważniejsza historia na Ziemi — Przewodnik dla Wtajemniczonych

Były korespondent AP wyjaśnia, w jaki sposób i dlaczego reporterzy tak błędnie oceniają Izrael i dlaczego ma to znaczenie
Matti Friedman | 26 sierpnia 2014

Ten esej został napisany w sierpniu 2014 roku, ale w dalszym ciągu jest aktualny (przyp. red.)

***

Historie z Izraela
Czy można coś jeszcze powiedzieć na temat Izraela i Gazy? Gazety tego lata zajmowały się mało czym innym. Widzowie telewizyjni widzą sterty gruzów i kłęby dymu w swoich snach. Typowy artykuł z ostatniego numeru „New Yorkera” opisał wydarzenia lata, poświęcając jedno zdanie okropnościom w Nigerii i na Ukrainie, cztery zdania zdziczałym ludobójcom z ISIS, a resztę artykułu – 30 zdań — Izraelowi i Gazie.
Kiedy histeria ustanie, wierzę, że wydarzenia w Gazie nie będą zapamiętane przez świat jako szczególnie ważne. Ludzie zostali zabici, w większości Palestyńczycy, w tym wielu nieuzbrojonych niewinnych. Chciałbym móc powiedzieć, że tragedia ich śmierci lub śmierci żołnierzy Izraela coś zmieni, że będzie punktem zwrotnym. Ale nic z tego. Ta runda nie była pierwszą wojną arabską z Izraelem i nie będzie ostatnią. Kampania izraelska niewiele różniła się w jej realizacji od podobnych kampanii przeprowadzonych w ostatnich latach przez armie Zachodu przeciwko podobnym wrogom, z wyjątkiem może bardziej bezpośredniego charakteru zagrożenia dla własnej ludności kraju i większych wysiłków, jakkolwiek daremnych, aby uniknąć śmierci cywilnej ludności.
Uważam, że znaczenie wojny tego lata nie leży w samej wojnie. Leży natomiast w sposobie, w jaki ta wojna została opisana i reakcji na nią za granicą, oraz w sposobie, w jaki ujawniła ona odrodzenie starego, pokręconego schematu myślowego i jego przeniesienie się z marginesu do głównego nurtu dyskursu na Zachodzie — mianowicie do wrogiej obsesji na punkcie Żydów. Klucz do zrozumienia tego odrodzenia nie znajdziemy wśród webmasterów dżihadu, piwnicznych teoretyków spisku ani wśród radykalnych aktywistów. W zamian za to znajdziemy go przede wszystkim wśród wykształconych i szanowanych ludzi, którzy stanowią międzynarodowy przemysł informacyjny; wielu z nich to przyzwoici ludzie, a niektórzy z nich to moi byli koledzy.
Podczas gdy globalna mania na temat działań Izraela stała się czymś normalnym, jest ona w rzeczywistości wynikiem decyzji podejmowanych przez poszczególnych ludzi na odpowiedzialnych stanowiskach — w tym przypadku dziennikarzy i redaktorów. Świat nie reaguje na wydarzenia w tym kraju, tylko na opis tych wydarzeń przez środki przekazu. Kluczem do zrozumienia dziwnej natury tej reakcji jest zatem praktyka dziennikarska specyficznie poważna dysfunkcja, która ma miejsce w tym zawodzie — moim zawodzie — tutaj, w Izraelu.
W tym eseju postaram się dostarczyć kilka instrumentów, które pomogą zrozumieć sens wiadomości podawanych z Izraela. Instrumenty te nabyłem jako wtajemniczony: w okresie od 2006 r. do końca 2011 r. byłem reporterem i redaktorem w jerozolimskim biurze Associated Press, jednego z dwóch największych dystrybutorów wiadomości na świecie. Mieszkałem w Izraelu od 1995 roku i pisałem na ten temat od 1997 roku.
Ten esej nie jest wyczerpującym przeglądem grzechów międzynarodowych mediów, konserwatywną polemiką czy obroną polityki Izraela. (Wierzę w ważność „głównego nurtu” mediów, liberalnego i krytycznego w stosunku do wielu działań mojego kraju).
To będzie wymagało pewnych uogólnień. Najpierw nakreślę główne wątki historii Izraela w międzynarodowych mediach — historii, która zaskakująco mało różni się w wydaniu głównych dostawców, i która, jak sugeruje słowo „historia”, jest konstrukcją narracyjną i w dużej mierze fikcją. Następnie zajmę się szerszym kontekstem historycznym, w jaki sposób zaczęto dyskutować o Izraelu i wyjaśnię, dlaczego uważam, że to powinno niepokoić nie tylko osoby zainteresowane sprawami żydowskimi. I postaram się to zrobić jak najbardziej treściwe.

Jak ważne są historie z Izraela?
Obsada personalna jest najlepszą miarą ważności historii dla konkretnej organizacji prasowej. Kiedy byłem korespondentem w AP, agencja zatrudniała ponad 40 pracowników zajmujących się Izraelem i terytoriami palestyńskimi. Było to znacznie więcej personelu medialnego niż AP miało w Chinach, Rosji lub Indiach, lub we wszystkich 50 krajach Afryki Subsaharyjskiej łącznie. I wyższe niż łączna liczba pracowników dostarczających wiadomości ze wszystkich krajów, w których zaczęła się „Arabska Wiosna”.
Aby dać poczucie proporcji: przed wybuchem wojny domowej w Syrii stała obsada AP w tym kraju składała się z jednego reportera zatwierdzonego przez reżim. Redaktorzy AP wierzyli, że znaczenie Syrii jest 40-krotnie mniejsze niż Izraela. Nie zamierzam jeździć po AP — całkowicie przeciętnej agencji, co czyni ją użyteczną jako przykład. Wielcy uczestnicy w interesie przekazu informacji praktykują myślenie grupowe, a ustalenia dotyczące personelu znalazły odzwierciedlenie w całej ich hordzie. Poziom obsady reporterskiej w Izraelu nieco spadł od czasu rozpoczęcia „Arabskiej Wiosny”, ale jest w dalszym ciągu wysoki. A kiedy w Izraelu zapłonie, tak jak to było tego lata, reporterzy są często przenoszeni z bardziej krwawych konfliktów. Temat Izraela wciąż przebija prawie wszystko inne.
Ilość relacji prasowych, które się pojawiają, nawet gdy niewiele się dzieje, nadaje temu konfliktowi rozgłos, niewspółmierny do absurdalnie małej ilości ludzkich ofiar. Na przykład w całym 2013 r. konflikt izraelsko-palestyński spowodował śmierć 42 osób, czyli mniej więcej miesięczną ilość zabójstw w mieście Chicago. Jerozolima, znana na całym świecie jako miasto konfliktu, odnotowała w ubiegłym roku nieco mniej gwałtownych zgonów na jednego mieszkańca niż Portland, Oregon, jedno z bezpieczniejszych miast Ameryki. Dla kontrastu, w ciągu trzech lat konflikt syryjski pochłonął około 190 000 ofiar, czyli o około 70 000 więcej niż liczba osób, które kiedykolwiek straciły życie w konflikcie arabsko-izraelskim od czasu, kiedy ten się rozpoczął sto lat temu. Środki masowego przekazu zdecydowały jednak, że ten konflikt jest ważniejszy niż, na przykład, te ponad 1600 kobiet zamordowanych w Pakistanie w ubiegłym roku (271 po zgwałceniu i 193 z nich spalonych żywcem), trwające niszczenie Tybetu przez Chińską Partię Komunistyczną, rzeź w Kongo (ponad 5 milionów zabitych w 2012 r.), w Republice Środkowoafrykańskiej czy walki karteli narkotyków w Meksyku (liczba ofiar śmiertelnych w latach 2006–2012: 60 000), nie mówiąc już o konfliktach, o których nikt nie słyszał w nieznanych zakątkach Indii lub Tajlandii. Media wierzą, że Izrael to najważniejsza, lub bardzo bliska najważniejszej, historia na świecie.

Co jest ważne w historiach z Izraela, a co nie
Reporter pracujący w międzynarodowym korpusie prasowym szybko zrozumie, że w historiach z Izraela i Palestyny ważny jest Izrael. Jeśli podążasz głównym nurtem, nie znajdziesz prawie żadnej realnej analizy palestyńskiego społeczeństwa czy jego ideologii, profili zbrojnych grup palestyńskich czy wnikanie w działalność władz palestyńskich. Palestyńczycy nie są traktowani poważnie jako czynnik mający wpływ na ich własny los. Zachód zdecydował, że Palestyńczycy powinni chcieć mieć państwo obok Izraela, więc ta opinia jest im przypisywana jako fakt, chociaż każdy, kto spędził czas z konkretnymi Palestyńczykami, rozumie, że sprawy są (oczywiście moim zdaniem) bardziej skomplikowane. To, kim oni są i czego chcą, nie jest ważne: historia nakazuje im istnienie jako bierne ofiary poważnej rozgrywki.
Na przykład sprawa korupcji pod rządami Autonomii Palestyńskiej jest bardzo ważna dla wielu Palestyńczyków, ale kiedy ja i inny reporter zasugerowaliśmy kiedyś artykuł na ten temat, szef biura poinformował nas, że korupcja palestyńska „nie jest tematem”(do druku).
(Izraelska korupcja była i naświetliliśmy ją bardzo szczegółowo).
Działania Izraela są analizowane i krytykowane, a każda wada w społeczeństwie Izraela jest agresywnie opisywana. W siedmiotygodniowym okresie, od 8 listopada do 16 grudnia 2011 r., postanowiłem policzyć historie wychodzące z naszego biura na temat różnych moralnych wad społeczeństwa izraelskiego — proponowane przepisy mające na celu poskromnienie mediów, rosnący wpływ ortodoksyjnych Żydów, nieautoryzowane forpoczty osadnicze, segregacja płciowa i tak dalej. Naliczyłem 27 osobnych artykułów, średnio co dwa dni. W bardzo konserwatywnym szacunku ten siedmiotygodniowy wynik był wyższy niż łączna liczba poważnych artykułów o palestyńskim rządzie i społeczeństwie, wliczając w to despotycznych islamistów Hamasu, opublikowanych przez nasze biuro w przeciągu ostatnich trzech lat.
Na przykład statut Hamasu wzywa nie tylko do zniszczenia Izraela, ale także do mordowania Żydów i obwinia Żydów za spowodowanie rewolucji francuskiej i rosyjskiej oraz obydwu wojen światowych; ten statut nie został nigdy wspomniany w druku, w czasie mojej pracy w AP, chociaż Hamas wygrał palestyńskie wybory krajowe i stał się jednym z najważniejszych aktorów w regionie. Nawiązując do wydarzeń tego lata (rok 2014): obserwator może pomyśleć, że decyzja Hamasu o stworzeniu w Gazie w ostatnich latach militarnej infrastruktury pod płaszczykiem infrastruktury cywilnej byłaby uważana za wartą publikacji, choćby ze względu na to, co to by znaczyło dla sposobu walki w następnym konflikcie i dla losu niewinnych cywilów. Ale tak nie jest. Pozycje Hamasu same w sobie nie były ważne i dlatego zostały zignorowane. Ważna była decyzja Izraela o ich zaatakowaniu.
Ostatnio wiele dyskutowano o próbach zastraszenia reporterów przez Hamas. Każdy weteran korpusu prasowego wie, że zastraszanie jest realne, a ja sam widziałem jego działanie jako redaktor działu informacyjnego AP. Podczas walk w Gazie w latach 2008-2009 osobiście usunąłem kluczowy szczegół — że bojownicy Hamasu byli przebrani jako cywile i liczeni jako cywilne przepadki śmierci — z powodu gróźb w stosunku do naszego reportera w Gazie. (Polityka ówczesna, jak i obecna, była taka, by nie informować czytelników, że historia jest cenzurowana, chyba że przez cenzurę izraelską. Na początku tego miesiąca redaktor prasowy AP w Jerozolimie zgłosił i przedłożył historię o zastraszaniu ze strony Hamasu; historia została zablokowana przez jego przełożonych i nie została opublikowana).
Ale jeśli krytycy wyobrażają sobie, że dziennikarze szukają możliwości opisywania działalności Hamasu i są w tym hamowani przez bandytów i groźby, to na ogół tak nie jest. Istnieje wiele mniej ryzykownych sposobów raportowania działań Hamasu, jeśli takowa wola istnieje: powołując się na wiadomości z Izraela, bez powoływania się na źródła, lub powołując się na źródła izraelskie. Reporterzy są zaradni, kiedy chcą.
Faktem jest, że zastraszanie Hamasu jest w dużej mierze niepotrzebne, ponieważ działania Palestyńczyków nie są (interesującym) tematem: Większość reporterów w Gazie uważa, że ich zadaniem jest dokumentowanie przemocy Izraela wobec palestyńskich cywilów. To jest istota historii z Izraela. Ponadto reporterzy są pod presją terminów druku, a wielu z nich nie zna języka i ma niewielkie pojęcie o tym, co się dzieje. Tacy są zależni od swoich palestyńskich kolegów i pomocników, którzy albo boją się Hamasu, popierają Hamas, albo i jedno i drugie. Reporterzy nie potrzebują zbirów Hamasu, aby odejść od faktów, które gmatwają prostą do powiedzenia historię, po którą ich przysłano.
To nie przypadek, że niewielu dziennikarzy, którzy tego lata pokazali bojowników Hamasu i wystrzeliwanie rakiet z obszarów cywilnych, nie pochodziło, jakby się można było spodziewać, z dużych organizacji prasowych z dużymi i stacjonarnymi bazami w Gazie. Byli to przede wszystkim na chybcika posłani, drugoplanowi i nowi reporterzy — Fin, hinduscy reporterzy i kilku innych. Te biedne dusze nie dostały powszechnie znanej notatki.

Co jeszcze nie jest ważne?
Fakt, że Izraelczycy całkiem niedawno wybrali umiarkowane rządy, które dążyły do pojednania z Palestyńczykami i których pozycja została przez Palestyńczyków osłabiona, jest uważany za nieistotny i rzadko wspominany. Te luki często nie są przeoczeniami, ale kwestią polityki. Na przykład na początku 2009 r. dwóch moich kolegów otrzymało informację, że izraelski premier Ehud Olmert złożył poważną ofertę pokojową władzom palestyńskim kilka miesięcy wcześniej i że Palestyńczycy uznali ją za niewystarczające. Powyższe nie zostało jeszcze ogłoszone i było — lub powinno było być — jedną z największych historii roku. Reporterzy uzyskali potwierdzenie z obu stron, a nawet widzieli mapę, ale czołowi redaktorzy w biurze zdecydowali, że nie opublikują tej historii.
Niektórzy pracownicy byli wściekli, ale to nie pomogło. Nasza narracja była, że Palestyńczycy byli umiarkowani, a Izraelczycy oporni i coraz bardziej skrajni. Ogłoszenie oferty Olmerta — tak jak zagłębianie się w temat Hamasu — sprawiłoby, że ta narracja wyglądałaby jak bzdura. Więc poinstruowano nas, abyśmy ją zignorowali i tak robiliśmy przez ponad półtora roku.
Ta decyzja nauczyła mnie lekcji, która powinna być jasna dla odbiorców historii z Izraela: wielu ludzi decydujących o tym, co przeczytasz i zobaczysz stamtąd, traktuje swoją rolę nie jako wyjaśniającą, ale jako polityczną.
Doniesienia to broń, którą należy umieścić do dyspozycji strony, którą oni lubią.

Na czy oparta jest historia z Izraela?
Historia z Izraela oparta jest na tych samych zasadach, które były stosowane od wczesnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku — poszukiwania „rozwiązania dwóch państw”. Przyjmuje się, że konflikt jest „izraelsko-palestyński”, co oznacza, że jest to konflikt mający miejsce na ziemi kontrolowanej przez Izrael – 0,2 procent świata arabskiego — w której Żydzi stanowią większość, a Arabowie mniejszość. Konflikt jest dokładniej opisany jako „izraelsko-arabski” lub „żydowsko-arabski” – to znaczy konflikt między 6 milionami Żydów w Izraelu a 300 milionami Arabów w sąsiednich krajach. (Być może „izraelsko-muzułmański” byłby dokładniejszy, biorąc pod uwagę wrogość państw niearabskich, takich jak Iran i Turcja, a szerzej – 1 miliard muzułmanów na całym świecie). To jest konflikt, który toczył się w różnych formach przez stulecie, przed postaniem Izraela, przed izraelskim opanowaniem palestyńskich terytoriów Gazy i Zachodniego Brzegu, i przed wprowadzeniem terminu „Palestyńczyk”.
Ograniczenie „izraelsko-palestyńskie” pozwala przedstawiać Żydów, niewielką mniejszość na Bliskim Wschodzie, jako stronę silniejszą. Obejmuje także domniemane założenie, że jeśli problem palestyński zostanie w jakiś sposób rozwiązany, to konflikt zostanie zakończony, chociaż żadna dobrze poinformowana osoba nie uważa dzisiaj, że to prawda. Ta definicja pozwala również na to, że izraelski projekt osadnictwa, który moim zdaniem jest poważnym błędem moralnym i strategicznym ze strony Izraela, nie może być opisany jako taki, jakim jest — jednym z bardziej destruktywnych symptomów konfliktu — ale raczej jako jego przyczyna.
Doświadczony obserwator Bliskiego Wschodu nie może uniknąć wrażenia, że region ten jest wulkanem i że lawa to radykalny islam, ideologia, której różne wcielenia kształtują teraz tę część świata. Izrael to mała wioska na zboczach wulkanu. Hamas jest lokalnym przedstawicielem radykalnego islamu i otwarcie opowiada się za likwidacją enklawy mniejszości żydowskiej w Izraelu, podobnie jak Hezbollah jest dominującym przedstawicielem radykalnego islamu w Libanie, państwo Islamskie w Syrii i Iraku, talibowie w Afganistanie i Pakistanie, i tak dalej.
Hamas nie bierze, jak to sam dobrowolnie przyznaje, udziału w wysiłkach na rzecz utworzenia państwa palestyńskiego obok Izraela. Hamas ma inne cele, o których mówi całkiem otwarcie i które są podobne do celów wymienionych powyżej grup.
Od połowy lat dziewięćdziesiątych, Hamas, bardziej niż jakikolwiek inny aktor zniszczył lewicę izraelską, odepchnął umiarkowanych Izraelczyków od wycofywaniu się z terytoriów i pogrzebał szanse na kompromis dwóch państw.
To jeden wierny sposób podania tej historii.
Obserwator może również całkiem prawnie przedstawić tę historię w obiektywie wszystkich mniejszości na Bliskim Wschodzie, które znajdują się pod silną presją islamu: gdzie mniejszości są bezradne, ich los jest taki jak Jazydów lub chrześcijan w północnym Iraku, tak jak właśnie widzieliśmy, że kiedy są uzbrojeni i zorganizowani, mogą walczyć i przetrwać, tak jak to jest w przypadku Żydów i (musimy mieć nadzieję) Kurdów.
Innymi słowy, istnieje wiele różnych sposobów widzenia, co się tutaj dzieje. Jerozolima znajduje się niecały dzień jazdy od Aleppo lub Bagdadu i dla wszystkich powinno być jasne, że pokój na Bliskim Wschodzie jest dość niepewny, nawet tam, gdzie nie ma Żydów. Ale reporterzy na ogół nie widzą historii z Izraela w odniesieniu do czegokolwiek innego. Zamiast opisywać Izrael jako jedną z wiosek przylegających do wulkanu, opisują Izrael jako wulkan.
Historia z Izraela wygląda tak, jakby nie miała nic wspólnego z wydarzeniami w pobliżu, ponieważ „Izrael” dla międzynarodowego dziennikarstwa nie istnieje w tym samym geopolitycznym wszechświecie, co Irak, Syria czy Egipt.
Historia Izraela nie jest historią bieżących wydarzeń. Tu chodzi o coś zupełnie innego.

Stary pusty ekran
Przez wieki bezpaństwowi Żydzi odgrywali rolę odgromnika z powodu złej woli wśród rodzimej większości. Byli oni symbolem czegoś, co było niedobre. Czy chciałeś powiedzieć, że chciwość była zła? Żydzi byli zachłanni. Tchórzostwo? Żydzi byli tchórzliwi. Byłeś komunistą? Żydzi byli kapitalistami. Byłeś kapitalistą? W tym przypadku Żydzi byli komunistami. Porażka moralna była podstawową cechą Żyda. To była ich rola w tradycji chrześcijańskiej — jedyny powód, dla którego społeczeństwo europejskie wiedziało o nich lub troszczyło się o nich. Jak wielu Żydów, którzy dorastali pod koniec XX wieku w przyjaznych zachodnich miastach, odrzuciłem takie idee, jako rozognione wspomnienia moich dziadków. Jednej rzeczy się nauczyłem — i nie jestem w tym odosobniony tego lata — że byłem głupi, że to zrobiłem. Dziś ludzie na Zachodzie mają tendencję do wierzenia, że bolączkami epoki są rasizm, kolonializm i militaryzm. Jedyny żydowski kraj na świecie wyrządził mniej szkód niż większość krajów na ziemi, a więcej dobra — a jednak ludzie szukający kraju, który symbolizowałby grzechy naszego nowego postkolonialnego, post militarystycznego, post etnicznego świata marzeń, wybrali właśnie ten kraj.
Kiedy ludzie odpowiedzialni za wyjaśnianie świata światu, dziennikarze, uważają, że wojna Żydów jest bardziej godną uwagi niż ktokolwiek inna, kiedy przedstawiają izraelskich Żydów jako oczywistą złą stronę, pomijając wszelkie możliwe uzasadnienia dla działań Żydów i zasłaniając prawdziwe oblicze ich wrogów, mówią swoim czytelnikom — czy z zamiarem, czy nie — że Żydzi są najgorszymi ludźmi na ziemi. Żydzi są symbolem zła, którego ludzie cywilizowani są nauczani brzydzić się od najmłodszych lat. Międzynarodowe przekazy prasowe stały się sztuką moralną z udziałem znanego złoczyńcy.
Niektórzy czytelnicy mogą pamiętać, że Wielka Brytania uczestniczyła w inwazji na Irak w 2003 r., w wyniku której zginęło ponad trzykrotnie więcej osób niż kiedykolwiek w konflikcie izraelsko-arabskim; jednak w Wielkiej Brytanii protestujący zaciekle potępiają żydowski militaryzm. Biali ludzie w Londynie i Paryżu, których rodzice nie tak dawno sami byli wachlowani przez ciemnoskórych ludzi w salonach Rangunu lub Algieru potępiają żydowski „kolonializm”. Amerykanie, którzy mieszkają w miejscach zwanych „Manhattan” lub „Seattle”, potępiają Żydów za wysiedlenie tubylców z Palestyny. Rosyjscy reporterzy potępiają brutalną taktykę wojskową Izraela. Belgijscy reporterzy potępiają traktowanie Afrykanów przez Izrael. Kiedy kilka lat temu Izrael otworzył usługi transportowe dla palestyńskich pracowników na okupowanym Zachodnim Brzegu, amerykańscy konsumenci mogli przeczytać o „separacyjnych autobusach” w Izraelu. I wiele jest osób w Europie, nie tylko w Niemczech, które lubią słuchać o Żydach oskarżonych o ludobójstwo.
Nie musisz być profesorem historii ani psychiatrą, aby zrozumieć, co się dzieje. Po swojej odbudowie pomimo małych szans na niewielkim zakątku ziemi, potomkowie bezsilnych ludzi, którzy zostali wypchnięci z Europy i z Islamskiego Bliskiego Wschodu, stali się tym, czym byli ich dziadkowie — kałużą, na którą pluje świat. Żydzi Izraela to ekran, na którym społecznie akceptowalne stało się wyświetlanie rzeczy, których nienawidzisz u siebie i w swoim kraju. Narzędziem, za pomocą którego realizowana jest ta psychologiczna projekcja, jest międzynarodowa prasa.

Kogo obchodzi, czy świat popełnia błąd w historiach z Izraela?
Ponieważ pojawiła się tutaj dziura pomiędzy tym, jak to rzeczywiście jest i sposobem jak się to opisuje, mamy tu błędne opinie, błędne zasady, a obserwatorzy są regularnie ślepi na zachodzące wydarzenia. Takie rzeczy zdarzały się wcześniej. W latach prowadzących do rozpadu sowieckiego komunizmu w 1991 r., jak napisał rosyjski ekspert Leon Aron w eseju na temat polityki zagranicznej z 2011 r., „praktycznie żaden zachodni ekspert, uczony, urzędnik czy polityk nie przewidział zbliżającego się rozpadu Związku Radzieckiego”. Imperium gniło od lat i były tego oznaki, ale ludzie, którzy mieli je widzieć i zgłaszać, zawiedli, a kiedy to supermocarstwo się rozpadło, wszyscy byli zaskoczeni.
Bez względu na to, co się stanie w tym regionie w następnej dekadzie’ będzie to miało tyle wspólnego z Izraelem, co II wojna światowa z Hiszpanią.
Kiedy wybuchła wojna domowa w Hiszpanii: „We wczesnym okresie życia zauważyłem, że w gazecie nie odnotowano poprawnie żadnego zdarzenia, ale w Hiszpanii po raz pierwszy zobaczyłem relacje w gazetach, które nie mają żadnego związku z faktami, anie nawet związku, który sugeruje zwykłe kłamstwo… w rzeczywistości widziałem, że historia jest pisana nie w kategoriach tego, co się wydarzyło, ale tego, co powinno się wydarzyć zgodnie z różnymi ‘liniami partyjnymi’”. To był George Orwell, piszący w 1942 roku. Orwell nie wysiadł z samolotu w Katalonii, nie stanął przy armacie republikańskiej i sam sfilmował, śmiało powtarzając to, co wszyscy inni mówili, lub opisując to, co widział każdy głupiec: broń, gruzy, ciała. Spojrzał poza ideologiczne fantazje swoich rówieśników i wiedział, że to, co ważne, niekoniecznie jest widoczne. Rozumiał, że konflikt w Hiszpanii wcale tak naprawdę nie był o Hiszpanię — chodziło o zderzenie systemów totalitarnych, niemieckiego i rosyjskiego. Wiedział, że jest świadkiem zagrożenia dla cywilizacji europejskiej, napisał to i miał rację.
Zrozumienie tego, co wydarzyło się w Gazie tego lata, oznacza zrozumienie Hezbollahu w Libanie, powstania sunnickich dżihadystów w Syrii i Iraku oraz długich macek Iranu. Należy zrozumieć, dlaczego kraje takie jak Egipt i Arabia Saudyjska postrzegają się teraz bliżej Izraela niż Hamasu. Przede wszystkim musimy zrozumieć, co jest jasne dla prawie wszystkich na Bliskim Wschodzie: siłą napędzającą w tej części świata nie jest demokracja ani nowoczesność. Jest to raczej intensywna odmiana islamu, która przybiera różne, a czasem sprzeczne formy, i jest gotowa zastosować ekstremalną przemoc w dążeniu do zjednoczenia regionu pod jego kontrolą i konfrontacji z Zachodem. Ci, którzy zrozumieją ten fakt, będą w stanie się rozejrzeć się i połączyć kropki w całą linię.
Izrael nie jest ideą, symbolem dobra czy zła, czy też lakmusowym testem liberalnej opinii na przyjęciach. To mały kraj w przerażającej części świata, która staje się coraz bardziej przerażająca. Powinien być opisywany tak krytycznie, jak każde inne miejsce i rozumiany w kontekście i w odpowiednich proporcjach. Izrael nie jest jedną z najważniejszych historii na świecie, czy nawet na Bliskim Wschodzie; Bez względu na to, co się stanie w tym regionie w następnej dekadzie’ będzie to miało tyle wspólnego z Izraelem, jak II wojna światowa z Hiszpanią. Izrael jest plamką na mapie — efektem ubocznym, który niesie niezwykły ładunek emocjonalny.
Wielu ludzi na Zachodzie wyraźnie preferuje starą wygodę analizowania moralnego upadku Żydów, które daje im znane uczucie wyższości, niż konfrontację z nieszczęsną i zagmatwaną rzeczywistością. Oni mogą przekonać samych siebie, że to wszystko jest problemem Żydów, a nawet winą Żydów. Ale dziennikarze angażują się w te fantazje kosztem swojej wiarygodności i swojej profesji. I, jak powiedziałby nam Orwell, świat bawi się fantazjami na własne ryzyko.

(polskie tłumaczenie – Alex Wieseltier)

Link do artykułu:

https://www.tabletmag.com/jewish-news-and-politics/183033/israel-insider-guide

Ilustracja: granica pomiędzy Izraelem a gazą koło Karni Crossing

Jedna myśl na temat “Najważniejsza historia na Ziemi — Przewodnik dla Wtajemniczonych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s