MARCOWY MAKIAWELIZM WŁADYSŁAWA GOMUŁKI

Twierdzenie, że nagonka pomarcowa był oparta wyłącznie na emocjach antyżydowskich, nie jest całą prawdą.

W roku 1968 powszechna, choć nieoficjalna narracja była mniej więcej taka: „Nasz polski ‚realny socjalizm’ byłby niezależny do Sowietów, gdyby Stalin cynicznie nie zainstalował w Polsce swoich namiestników. Oczywiście byli nimi Żydzi. I to oni są przyczyną całego zła. Stalin umarł już dawno, stalinizm minął, ale Żydzi zostali. Usunąć Żydów, a zło automatycznie zniknie„. Oczywiście nikt i nigdy publicznie nie wypowiadał tego głośno, ale cały czas tkwiło to w podtekście wszelkich aluzji do „obcości” tych, którzy są w Polsce „piątą, syjonistyczną kolumną”. W powszechnej, polskiej świadomości (i podświadomości), sowiecka dominacja miała nie tylko rosyjską, ale także – i może nawet bardziej – żydowską twarz. 

Jak do tego doszło?

Bezpośrednio po okresie brutalnego stalinizmu, przywódca partii komunistycznej, Władysław Gomułka był traktowany entuzjastycznie. Jednak z tego entuzjazmu po prawie 12 latach, które minęły od Października’56 do Marca’68, już nic nie zostało. Gdy partyjni nacjonaliści, skupieni wokół Mieczysława Moczara, zaczęli Gomułce zagrażać, zastosował on starą technikę walki politycznej – „wybiegł przed przeciwnika„. Postanowił być bardziej nacjonalistyczny od nacjonalistów i „oczyścić partię i naród z elementów obcych i kosmopolitycznych”. Oznaczało to wyrzucenie Żydów z Polski. Niewiele mu to pomogło, bo za niecałe 3 lata i tak odszedł w polityczny niebyt.

Jedni twierdzą obecnie, że oddolnego antysemityzmu w 68 roku nie było, a ludzie na wiecach stali z hasłami na kijach „Syjoniści do Dajana”, nie wiedząc, o co w tym chodzi. Inni mówią o świadomej społecznej zgodzie na uwolnienie na wielką skalę antysemityzmu tkwiącego w społeczeństwie.

Było i tak i tak. Hasło na kiju trzymał na fabrycznej „masówce” popierającej „linię partii” i „towarzysza Wiesława” zarówno ktoś, kto nie wiedział, w czym rzecz, a robił, co mu kazano, jak i karierowicz, który chciał się wykazać, a także ktoś, komu hasło antyżydowskie po prostu było bliskie. Nie sposób odróżnić na archiwalnych zdjęciach pierwszych od drugich, a drugich od trzecich. Wszystkich ich było wtedy wielu, ale to ci ostatni zabierali na zebraniach i wiecach głos najczęściej i krzyczeli najgłośniej. Dostali zielone światło na swój antyżydowski krzyk i poczuli wiatr w żaglach. 

Gomułka zdał sobie sprawę, że przestał być już postrzegany tak jak w Październiku’56, czyli jako ofiara prześladowań stalinowskich i człowiek potrafiący przeciwstawić się Sowietom. Myślę, że nie był antysemitą. Jednak w swoim prostackim scenariuszu po prostu potrzebował kozła ofiarnego. Więc oskarżył Żydów. Nikt nie nadawał się do tej roli lepiej. Komuniści mieli bowiem świadomość, że są powszechnie utożsamiani z „żydokomuną”. Teraz partia rzucając Żydów na żer, mogła uzyskać zaufanie, oczyścić się z nierozliczonych win, pozbyć stygmatu „żydokomuny”, a Gomułka mógł mieć nadzieję na odgrzanie dawnego entuzjazmu wobec niego. Wiedział, że naród podświadomie chce za komunizm oskarżyć wyłącznie „obcych„. Zjawisko naturalne: my jesteśmy bez winy; winni są „oni”.

Reakcja na postawę polskich Żydów wobec wojny Izraela z Egiptem była tylko pretekstem. Historycy nabierają się na to do dziś, traktując ten pretekst serio. To było jedynie „opakowanie” akcji przeznaczone dla „towarzyszy radzieckich”. W rzeczywistości chodziło o stworzenie wrażenia, że to niby takie opóźnione o 12 lat, polskie, ostateczne „wyrównanie rachunków” za stalinizm. To trafiało do społeczeństwa.

Doskonale pamiętam z ówczesnych w rozmów z tzw. „zwykłymi ludźmi”, że w roku 1968 wcale nie trzeba było być antysemitą, aby uwierzyć, że Stalin – ponieważ nie miał pełnego zaufania do komunistów-tubylców – posługiwał się polskimi Żydami przywiezionymi w 1944-45 z ZSRR do ustanawiania „władzy ludowej”. Wiele w powojennej historii wskazywało, że sowieccy komuniści stosował taką technikę także w innych krajach Europy Wschodniej. Stygmatyzowanie przez Gomułkę Żydów było więc dla przeciętnego Polaka w roku 1968 zachętą do odegrania się nie tylko na Żydach, ale też – paradoksalnie – na Sowietach. To ważne. Antysemityzm był w tym wszystkim mocno obecny, jednak drugim, utajnionym czynnikiem był antysowietyzm. Nigdy nie zwerbalizowany, ale oczywisty. Na tym polegał perfidny plan akcji. Żydzi, kojarzeni z okresem stalinizmu, w społecznej świadomości byli reprezentantami sowieckiej dominacji. Gomułka – niegdysiejsza ofiara prześladowań stalinowskich – mrugał porozumiewawczo do Polaków: „rozliczcie TYCH ‚obcych’ (Żydów), bo  to ONI reprezentują ‚obcych’ (Rosjan), których nie możecie rozliczyć!„.

W kampanii antyżydowskiej prym wiedli ewidentni antysemici, ale obok nich znaczną grupę stanowili naiwni, dla których wizja własnego, „polskiego socjalizmu” brzmiała obiecująco. Wedle tego samego mechanizmu, entuzjazm wywołany powrotem Gomułki w 1956 roku, był w znacznym stopniu podszyty powszechną satysfakcją, że władzę przejmuje człowiek oskarżony w roku 1948 za „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne” i uwięziony w 1951 przez komunistów wykonujących polecenia Sowietów. 

Marzec 1968 roku to było powtórne zagranie tą samą kartą tylko z mocniejszym uderzeniem nią o stół. W 1956 nikt nikogo nie wyrzucał z kraju. Teraz było inaczej. Groźniej. A partia komunistyczna miała w swoich szeregach wielu czterdziestolatków żądnych stanowisk. Im na tym, aby ludzi wyrzucać z kraju, zależało.

I rozpoczął się ponury spektakl. Mieszanka antyżydowskości z antysowieckością, ze wspomnieniami grozy stalinizmu i emocjami narodowymi, okazała się tak skuteczna, że Gomułka zdecydował się dość raptownie zakończyć akcję, bo jej rozwój zaczął mu wymykać się spod kontroli.

W tamtych czasach emigracja do Danii, Szwecji, czy USA była dla mieszkańców Polski nieosiągalnym marzeniem, a nie katorgą. Ale zmieniało się to całkowicie, gdy była wymuszona, dokonywana pod publiczną presją, w efekcie szykan i dyskryminacji. Zachód był mitycznym rajem, ale wygnanie do raju połączone z poniżaniem, pozostawało przede wszystkim poniżaniem. 

Teraz, gdy wszystkie tamte partyjne makiawelizmy przeszły już dawno do historii razem z ich całym światem: z Gomułką, PZPR-em i Polską Ludową, to, co pozostaje na zawsze, to właśnie pamięć zbiorowej odpowiedzialności zadekretowanej według rasistowskiego wspólnego mianownika: pochodzenia.

Paweł Jędrzejewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s