Tekst Hersey’a miał szansę wybrzmieć i wstrząsnąć każdym, kto po niego sięgnął. Był jedynym w 68-stronicowym numerze New Yorkera z dnia 31 sierpnia 1946 roku. Okładkowa grafika, autorstwa Charlesa E. Martina ukazywała sielski letni dzień i typowe dlań aktywności: plażowanie, kąpiele, spacery, uprawianie rozlicznych sportów.
W środku bomba. Dosłownie i w przenośni.
Hersey planował opisać zniszczoną Hiroszimę. Pod wpływem lektury ‘The Bridge of San Luis Rey’ zmienił zdanie. Głos oddał osobom, które przeżyły kataklizm. Wybrał sześć: kadrową Toshiko Sasaki, doktora Masakazu Fujii, wdowę po krawcu Hatsuyo Nakamurę, niemieckiego jezuitę Wilhelma Kleinsorge, chirurga Terufumi Sasaki oraz pastora kościoła metodystów Kiyoshi Tanimoto.
W książce jest wszystko, co powinno być: eksplozja, chaos, zniszczenia, śmierć, kalectwo, poparzenia, a potem… ona… zdradliwa i dziwna, bo w 1945 roku nikomu jeszcze nieznana choroba popromienna. Brakuje patosu i epatowania tragedią. Reporterski dystans, profesjonalną powściągliwość Hersey opanował do perfekcji, a może sam był w szoku?
Mocno wybrzmiewają proste tytuły rozdziałów: “Bezgłośny błysk”, “Ogień”, “Badanie szczegółów w toku”, “Proso rózgowe i złocień maruna”, “Pokłosie”.
Światło i promieniowanie cieplne docierają do obserwatora praktycznie natychmiast, podczas gdy fala uderzeniowa i huk potrzebują czasu, by przebyć dystans. Burza ogniowa pochłania miasto, zmuszając ocalałych do ucieczki w kierunku rzeki lub parków. Bujna i różnorodna roślinność zawłaszcza przestrzeń.
Życie nie znosi pustki, życie toczy się dalej. Najgorszy los spotkał wdowę po krawcu Hatsuyo Nakamurę, która latami borykała się z biedą, chorobami i brakiem wsparcia ze strony państwa. Najlepiej poradził sobie doktor Masakazu Fujii. On po prostu celebrował radość życia i hołdował zasadzie przyjemności! Pracował, ale nie przepracowywał się, pił alkohol, kupił stół bilardowy, zainstalował parkiet taneczny, zbudował ciemnię fotograficzną, opanował dwa języki obce.
Czy trzeba było użyć bomby atomowej, by nie użyć jej już nigdy? Mocarstwa szafują groźbami naciśnięcia czerwonego guzika, coś jednak trzyma w szachu ludzi chorych na władzę. Chcemy łudzić się, że także tekst Hersey’a, który po osiemdziesięciu latach od powstania wciąż nie stracił na wadze i znaczeniu.
Aleksandra Buchaniec-Bartczak
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.

