Jak kłamstwa o Izraelu zaczynają żyć własnym życiem

Jeżeli ktoś chce zobaczyć, jak powstaje znaczna część informacji krążących później po mediach społecznościowych na temat Izraela, historia ostatniej wypowiedzi Itamara Ben-Gwira jest niemal podręcznikowym przykładem.

Najpierw jest prawdziwa wypowiedź. Potem zostaje skrócona, znika kontekst, jedno słowo zostaje zastąpione innym i pojawia się mocny nagłówek. Nagłówek przejmują kolejne media, później konta w mediach społecznościowych, aktywiści, grafiki i tysiące udostępnień. Taka wiadomość rozchodzi się jak świeże bułeczki. Po kilku dniach pierwotna wypowiedź właściwie przestaje mieć znaczenie. Zostaje wersja, którą wszyscy już znają i której prawie nikt nie sprawdza.

Od kilku dni świat obiega informacja, że Itamar Ben-Gwir wezwał do zabijania 30–40 Palestyńczyków albo Gazańczyków każdej nocy. Tyle że Ben-Gwir tego nie powiedział. Rozmowa odbywała się z Romem Braslavskim, byłym izraelskim zakładnikiem przetrzymywanym w Gazie. Ben-Gwir mówił o przywróceniu polityki celowanych eliminacji i o eliminowaniu każdej nocy 30, 40 czy 50 terrorystów. Nie jest to drobna różnica językowa. Dalszy przebieg rozmowy pokazuje dokładnie ten sam kontekst: Braslavski również mówi o terrorystach, a Ben-Gwir wyraźnie rozdziela mieszkańców Gazy od terrorystów. O pierwszych mówi w kontekście zachęcania do emigracji, natomiast o terrorystach mówi, że emigracji umożliwiać im nie należy i że należy zabijać ich jednego po drugim.

A potem rusza medialny głuchy telefon. Associated Press informuje już o 30–40 „people in Gaza” każdej nocy. CBS News również pisze o „people in Gaza”. Al Jazeera idzie jeszcze dalej i w nagłówku pojawia się już 30–40 „Palestinians in Gaza”. Tymczasem Financial Times, relacjonując tę samą wypowiedź, zaznacza, że mówiąc o 30–40 celowanych eliminacjach, Ben-Gwir najwyraźniej odnosił się do bojowników. I tak właśnie terroryści stają się najpierw ludźmi w Gazie, potem Gazańczykami, a w końcu Palestyńczykami. Wystarczy kilka przystanków w tym medialnym głuchym telefonie i na końcu odbiorca dostaje informację, że izraelski minister chce każdej nocy zabijać dziesiątki Palestyńczyków. Zdanie, które nie padło, zaczyna funkcjonować jak dosłowny cytat.

I właśnie tak wygląda ogromna część przekazu o Izraelu krążącego po mediach społecznościowych. Wcale nie trzeba wymyślać wydarzenia od początku do końca. Wystarczy prawdziwe zdarzenie, zdjęcie albo wypowiedź. Potem usuwa się kontekst, przesuwa znaczenie, dobiera odpowiedni nagłówek i puszcza historię w świat. Internet zajmie się resztą. Po tysiącach udostępnień interpretacja staje się faktem, a kolejne historie zaczynają wzajemnie się potwierdzać. Jedna wyrwana z kontekstu wypowiedź jest dowodem dla wcześniejszej zmanipulowanej informacji, ta potwierdza następną i w ten sposób powstaje cały obraz rzeczywistości, którego poszczególnych elementów prawie nikt już nie weryfikuje.

W przypadku Izraela działa to szczególnie skutecznie, bo najbardziej skrajna wersja niemal zawsze doskonale wpisuje się w istniejącą już narrację. Informacja, że izraelski minister chce zabijać 30–40 Palestyńczyków każdej nocy, rozchodzi się błyskawicznie i natychmiast staje się kolejnym dowodem izraelskiego barbarzyństwa. A kiedy emocjonalna bomba już wybuchnie, sprostowanie może sobie spokojnie dreptać za nią. Nie ma tej samej siły przebicia, nie budzi takich emocji, nie generuje tylu udostępnień i przede wszystkim pojawia się wtedy, kiedy pierwsza wersja zdążyła już wykonać swoją robotę.

A później słyszymy: przecież wszyscy o tym pisali. Owszem, pisali. Tylko czasem warto cofnąć się do początku i sprawdzić, co rzeczywiście wydarzyło się przed pierwszym nagłówkiem. Bo terrorysta, Palestyńczyk i mieszkaniec Gazy nadal nie są synonimami.

Benita Noemi Shmider

Źródła: oryginalna rozmowa Itamara Ben-Gwira z Romem Braslavskim w komentarzu
Associated Press; CBS News; Al Jazeera; Financial Times.

Dodaj komentarz